| DOCKAN | ŻAGLE | ENERGIA | KADŁUB | PRAKTYKA |
| HISTORIA | DRZEWCE | NAWIGACJA | KAMBUZ | PROJEKTY |
| ŻEGLUGA | TAKIELUNEK | WYPOSAŻENIE | KONSERWACJA | KONTAKT |
|
|
||||
|
PROJEKTY
|
||||
|
Ta strona niepostrzeżenie zaczęła rosnąć i doszedłem do wniosku że po każdym sezonie żeglarskim trzeba ją będzie pisać od nowa bo pomysłów stale przybywa i nigdy nie ubywa roboty na łódce. Wydaje się też iż opis prac łódkowych może być przydatny nie tylko dla zniechecenia do posiadania łódki w ogóle, lecz też i jako zbiór przykładów do naśladowania czy pomysłów naprowadzających do wymyślania własnych rozwiązań. |
|
W miarę postępu prac zamierzam tu opisywać to co już zostało zrobione i w jaki sposób. Będę się też starał dodawać fotografie bądź ilustracje. Wcześniejsza wersja tej strony jest tutaj. |
||
|
Plan robót na jesień, zimę i wiosnę 2003-2004
O czym nie wypada zapomnieć
Wymiana przodów szuflad. Zrobiłem je kiedyś z klejonych kawałków wysłużonej mahoniowej podłogi i w końcu popękały. Wreszcie zdobyłem się na kupienie pięknej deski z honduraskiego mahoniu. Po odcięciu kawałka na szuflady zostalo 216 x 32 x 2,5 cm. Czyli będe mógł dorobić kilka innych części, np. listwę wokół falszburty i wymienić przód jeszcze jednej szuflady, żeby były jednakowe ... i zostanie sporo pięknego materiału. Pod wejściówką, gdzie była szafka rozdzielcza, jest niezagospodarowane miejsce i wypada je wykorzystać. Szafka ma głębokość 12 cm więc powinno wystarczyć miejsca dla talerzy ustawionych pionowo, czyli dałoby się przenieść tam wszystko co służy do posiłków; również kubki, szklanki i sztućce. Muszę zrobić wizję lokalną bo to wygląda na dobry pomysł, tym bardziej że w miejscu po talerzach wygodnie byłoby przechowywać żywność. Kłopot w tym że nie chce mi się jechać bo mało jest teraz miejsc tak ponurych jak przystań. Pusto, ciemno i tylko wiatr łopoce płachtami osłaniającymi łódki i nic się nie dzieje. Byłem krótko na przystani i nie wszystko sprawdziłem lecz podczas drogi powrotnej wyobraziłem sobie jeszcze jedno rozwiązanie: możliwe że w szafce wystarczy miejsca na części zapasowe przechowwane obok stolika nawigacyjnego. Byłyby wówczas łatwiej dostępne. Zwolnione miejsce po częściach zapasowych byłoby wygodne do przechowywania żywności. Wypada się też rozejrzeć za hermetycznym plastikowym pojemnikiem do przechowywania żywności, żeby zastąpić nim stary z dziurami wygryzionymi przez myszy. Anteny Na "laleczce" jest pięć anten: VHF, GPS, GSM, radar oraz achterszag który po odizolowaniu może odbierać w paśmie od 100 KHz do 30 MHz. Antena VHF jest na topie i nie ma z nią żadnych problemów dopóki odbioru nie zakłóca wewnętrzna antena telefonu GSM. Delikatna antena GPS jest zamocowana na koszu rufowym i zawsze się obawiam żeby przypadkowo w nią uderzyć lub nie wyrwać kabla. Raz mi się udało ją zniszczyć więc wiem ile kosztuje nowa antena. Postawienie anteny GPS - na umieszczonym na rufie maszcie anteny radaru - wreszcie usunie moje obawy o jej uszkodzenie. Obok tej anteny jest trochę miejsca które można wykorzystać do montażu czegoś pożytecznego, np. wiatromierza. Pod anteną moge też zainstalować lampę do oświetlenia kokpitu. Jestem niezadowolony z pracy pozostałych anten i będę musiał coś zmienić. Pewnie będę się musiał przygotować na "krzyżowy ogień pytań" jakiegoś fachowca, który wie wszystko o antenach, a nic o żaglówkach. Przy czym wymagać będzie od prostego żeglarza by biedak (czyli ja) wiedział wyszystko o parametrach anten i z pamięci recytował częstotliwości na jakich pracują. W końcu fachowiec dojdzie do wniosku że żeglarze są dziwni, bo nie potrafią zrozumieć, iż wśród łódkowych ograniczeń żadna antena nie będzie pracować poprawnie i nie dowiem się niczego. Antenę GSM przenosiłem z miejsca na miejsca, bo zakłócała odbiór VHF, a tak być nie powinno. W sklepach jest spory wybór anten lecz sprzedawcy nic nie wiedzą, producenci nie podają żadnych parametrów i nie ma się kogo spytać. Zapewne źródłem zakłóceń jest przede wszystkim wewnętrzna antena telefonu GSM z czym ponoć nikt nie potrafi sobie poradzić. Odizolowany achtersztag pełni rolę anteny fal krótkich dla odbiornika SONY ICF-PRO080 odbierającego pasma od 150 KHz do 108 MHz oraz przez konwerter od 115,5 do 223 MHz. W czasach przed GPS potrzebowałem do nawigacji precyzyjnego zegara i wówczas słuchałem sygnału czasu nadawanego z Pacyfiku albo SSB ze stosunkowo słabym odbiorem. Słuchałem też muzyki lub czegoś rozrywkowego. W radyjku zawsze można znaleźć coś dla zabicia nudy podczas flauty. Problem tylko jak właściwie wykorzystać istniejącą antenę, która daje sporo możliwości odbioru, lecz wydaje się nieodpowiednio zainstalowana. Za radą fachowca podłączyłem kiedyś przewody do achtersztagu na samym dole, nad talią do regulacji naciągu achtersztagu. Ekran do stalowej i uziemionej części takielunku obok izolatora, a przewód do achtersztagu za izolatorem. Nie wiem dlaczego właśnie tak, ale jest to stosunkowo wygodne. Gdy się zastanowiłem doszedłem do wniosku że ta antena mogłaby być połączona w taki sposób jak na rysunku: |
||||
|
|
|
||
|
Żeby tak podłączyć potrzebuję dodatkowego przewodu poprowadzonego przez cały maszt, co wymaga zdjęcia likszpary, czyli odkręcenia i przykręcenia ponad 200 śrub. Antena GSM na topie czyniła wiele zamieszania i będzie przeniesiona, tak że już jest tam niepotrzebny kabel, więc nie potrzebuje się martwić. Z daleka od lądu zawsze daje się złapać jakąs stację używając anteny achtersztagu. Jednak blisko lądu, po polskiej stronie, słychać tylko jedną stację gdy inne się nakładają na siebie. Przydałaby się dodatkowa antena tylko do odbioru FM. Podłączenie anteny achtersztagu według własnej koncepcji okazało się złym pomysłem i spodziewam się iż nikt go nie zastosuje. Nie usunąłem schematu bo miałem nadzieję że ktoś zauważy błędne rozumowanie i pomoże znaleźć właściwe. Nie doczekałem się uważnego i kompetentnego czytelnika lecz (na szczeście) znalazłem sprzedawcę znającego odpowiedź. |
||||
|
Właściwym rozwiązaniem połączenia anteny zrobionej z achtersztagu okazało się użycie symetryzatora (balun) koniecznego do dopasowania oporności anteny (achtersztagu) z opornością kabla do odbiornika. Jest to cewka i coś tam jeszcze umieszczone w hermetycznym stalowym cylindrze przykręcanym do odizolowanej części achtersztagu. |
|
Balun przymocowany do achtersztagu umożliwi odbiór w paśmie od 100 KHz do 30 MHz. |
||
Przełącznik umożliwi wybieranie jednego z zakresów odbioru między anteną achtersztagu lub anteną FM. Podłączone są doń kable od anten oraz do wejścia antenowego odbiornika. |
|
Do odbioru FM (do 108 MHz) będzie wykorzystana istniejąca na topie antena VHF, z tym że oba urządzenia i antena będą połączone przez filtr. |
||
|
Nadal nie rozwiązałem problemu zakłóceń anteny VHF przez antenę wewnętrzną telefonu GSM. Ponoć skutecznym sposobem jest zastosowanie jeszcze innego filtra lecz jest to związane ze zmianą istniejącej - zresztą nowej anteny VHF - na inną. Dość poważny wydatek. Przy czym wadą tej anteny jest cieżar oraz sztywność przez co podwyższy wysokość masztu i uniemożliwi przemykanie się pod niektórymi mostami pod którymi ugina się posiadana antena. Muszę się pogodzić z zakłóceniami. Zresztą z daleka od lądu zakłócenia nie są dokuczliwe. Antena GSM będzie przeniesiona na saling skąd ma optymalny zasięg i nie zakłóca anteny VHF. Instalacja radaru
Pod choinką, pod koniec roku 2002, znalazłem sporą paczkę z używanym radarem Furuno 1730. Dziękuję Ci św. Mikołaju :) Ponoć niepoważnie wygląda radar na łódce o długości 7 metrów, lecz gdy już mam (i łódkę i radar), to nie ma powodu czekać z instalacją aż zdobędę większą łódkę. Pewnie będę musiał zainstalować dodatkowy akumulator i zająć miejsce gdzie zazwyczaj są żagle ... ach ciasnota. Maszt antenowy już jest. Starałem się by był jak najlżejszy lecz po włożeniu kabli ciężar znacznie wzrosł. Nad anteną radaru zamocowałem antenę GPS. Chętnie umocowałbym obok antenę GSM, która już nie będzie na topie jednak wydaje się że odległość 25 cm od anteny GPS jest zbyt mała i musze się rozejrzeć za innym miejscem.
Niewykluczone że aluminiowa rura masztu antenowego jest zbyt słaba i być może trzeba pomyśleć o jej wzmocnieniu. Na szczycie, pod anteną, są otwory do których można przymocować dwie rury stalowe (20 mm) by rozeprzeć je między uchwytami na koszu rufowym. Nie wydaje się to konieczne lecz takie rozwiązanie wypada wziąć pod uwagę. Nie wykluczone że na wypadek złej pogody maszt radarowy wystarczy podeprzeć krótkimi bomami i dodatkowe wzmocnienia nie będą potrzebne. Ile można obciążyć rufę? Na wszelki wypadek przebudowałem uchwyt silnika i ująłem jakieś 8 kg. Co będzie to będzie. Na szczęście szpicgatowa rufa ma znaczną wyporność i na dużej fali zawsze łagodnie unosi się tyle ile trzeba. Jeszcze jednym dylematem jest spora wtyczka kabla anteny radarowej o wymiarach 32 x 82 mm. Przewody przeprowadzone są od masztu antenowego (na rufie) przez dwie rury gumowe i wprowadzone do wnętrza przez dwa przeloty o średnicy 15 mm. 14 przewodów trzeba lutować do wtyczki radaru. Każdej jesieni wypada odkrecać maszt i kłaść na pokładzie zamiast schować w miejsce gdzie się nie kurzy. Łatwo uszkodzić przewody badź anteny gdy nie można ściągnać całkowicie. Może zrobić jakiś (?) większy przelot. Wyciąć tak dużą dziurę w rufie? Jak to zatkać albo raczej jak uszczelnić? Nocne oświetlenie kabiny Znalazłem maleńkie niebieskie diody w ruchomych oprawach. Nie żadne cudo lecz tanie i wystarczą żeby sprawdzić czy rzeczywiscie niebieskie światło wystarczy do rozjaśnienia wnętrza i nie będzie przeszkadzać. Zamocuję je nad kambuzem. W sezonie 2004 dowiem się czy lampeczki będą tak przydatne jak sobie wyobrażam. Może dokupić kilka owych diod i umocować je co metr, wzdłuż całej kabiny? Kolega podarował mi "wężyk" świecący niebieskim kolorem. Światło wydaje sie troszkę za jaskrawe i nie można go ukierunkować. Może się na coś przyda. Nie zaszkodzi sprawdzić. Również w ciemnym kącie za stolikiem nawigacyjnym zamocuję nieco większą lampę z diodami w kolorze czerwonym. Do oświetlania map służy 5 watowa lampka halogenowa w kolorze białym lecz bardzo się przyda rozświetlenie części wnętrza w ciemności zazwyczaj niewidocznych. Uziemnienie anten Podwięzie wantowe połączone są we wnętrzu kablem 25 mm2 poprowadzonym od minusa za mostkiem pomiarowym do jednej ze śrub balastowych. Elektrody powinny być z brązu ale są drogie i nie widzę powodu by ich nie zastąpić miedzianymi, które mogę sam zrobić po kosztach złomu, za jakieś 100 koron. Przydałoby się znaleźć jakiś sposób by na zewnątrz kadłuba podłączyć dwie spore elektrody do uziemienia anten. Okrutnie nie lubię wiercić dziur w kadłubie ale w tym przypadku chyba tego nie uniknę. |
||||
Wreszcie mam odpowiedni materiał. Jednak będzie brąz. 19-kilogramowy kawałek był przeznaczony na złom. |
|
Wykroję nie tylko elektrody ale i panewkę rolki obciągacza bomu (bomsztagu?) i pewnie coś innego, aż w końcu zabraknie mi brazu. |
||
Po przecięciu 19-kilogramowego kawałka w miejscu pęknięcia podzieliłem go na mniejsze kawałki. Pewnie sporo zostanie ale się nie martwię, bo prędzej czy później będzie potrzebny taki materiał. |
|
Panewka gotowa. Czeka na przymiarkę z grubsza obrobiony materiał na dwie elektrody o długości 40 cm. Pod "szpejo" do kotwicy będzie potrzebny solidny postument i brakowało akurat kawałka brązu. |
||
|
Podpora bomu przy obciągaczu bomu (bomsztag?)
Części skompletowane i pospawane, czekają na wykończenie: toczenie spawów, wiercenie otworów i piaskowanie. Dopiero po zamocowaniu między masztem a bomem będzie można wywiercić ostatni otwór do regulacji wysokości. Błyszcząca rura ze stali nierdzewnej będzie przeszkadzać refleksami akurat w polu widzenia. Niektóre stalowe okucia na bomie piaskowałem żeby uniknąć refleksów ale już po kilku tygodniach pojawiały się rdzawe palmy. Spróbuję tym razem po piaskowaniu wytrawić stal specyfikiem o nazwie "Antox". Zamiast rdzawo-szarego koloru powinien być matowo-szary. Zobaczymy jak to będzie w praktyce. Dotychczas tylko nierdzewne sprężyny kosztowały 40 koron. Materiały pozbierane ze śmieci albo kupione na złomowisku, razem kosztowały jakieś 100 koron. Owa podporę można kupić za około 3 000 koron. Z tym że jest brzydka i z aluminium i w ogóle nie pasuje do "laleczki". |
||||
Zbieranie części trwało bardzo długo |
|
|
||
|
|
Rury już pospawane i zostało tylko wyrównanie spawów oraz wywiercenie otworów, a w maju przykręcenie między bomem a masztem |
||
|
Okazuje się że "sztywny obciągacz bomu, który również zastąpić może topenantę" jeszcze nie ma popularnej nazwy. Przy okazji dyskusji o wymyślonej nazwie "bomsztag" zebrałem uniwersalne nazwy osprzętu jachtowego używane w zastępstwie właściwych:
Ściek i pompa Będę się też musiał zastanowić nad niektórymi rozwiązaniami wodno-kanalizacyjnymi. Te ostatnie akurat nie nastręcza problemów z przyczyny prostoty rozwiązania (wiadro z przykrywką) i wydaje się niezawodne. Kłopot sprawia pompa do wody zza burty, która nie wiedzieć czemu często się psuje. Jej konstrukcja jest ponoć najprostsza z możliwych i choć zazwyczaj używana jest do pompowania piwa, to często ją widuję (na ilustracjach wnętrz pięknych angielskich łódek) używaną do pompowania wody przy zlewie, jak w moim kambuzie.
Drugim problemem jest odpływ ze zlewu podłączonego do jednej z pomp zęzowych: ze zlewu woda spływa do zbiornika, który po napełnieniu powinno się opróżnić kilkoma ruchami pompy. Nie wiedzieć czemu ścieki nie lubią wpływać do zbiornika mimo iż rura z odpowietrzeniem nie jest zatkana ani nie ma śmieci. Ufff ... mam słabą głowę do hydrauliki, ale się uczę i właśnie doszedłem do wniosku że problemem może być jednak odpowietrzenie niezbyt szczelnego zbiornika zrobionego z plastikowego kanistra na benzynę. Może zrobić nowy zbiornik ze stali? Można będzie lepiej wykorzystać miejsce. Trzeba policzyć ile to będzie kosztowało - albo lepiej - od razu rozejrzeć się za sponsorem. Tapicerka |
||||
Tapicerka gotowa. Na mahoniowe deski kiedyś położyłem rodzaj gąbki nie wchłaniającej wilgoci ale łatwo się niszczyła i dlatego teraz obłożyłem poliestrowym kocem. |
|
Będzie miękko i przyjemnie, a przede wszystkim wilgoć nie będzie uciążliwa, nawet po całkowitym przemoczeniu wnętrza, dzięki izolującym właściwościom poliestru. |
||
|
|
|
||
|
Bez żadnych wcześniejszych doświadczeń poświęciłem ze 20 godzin na zrobienie tapicerki, łącznie z przygotowaniami. Zużyłem około 2,5 poliestrowego koca (fleece) o rozmiarach 130 x 160 cm oraz jakieś 1 500 zszywek ze stali nierdzewnej. Ciąłem przyrządem do cięcia dakronu żeby się krawędzie nie strzępiły. Jest to zwykła lutownica transformatorowa z krótkim ostrzem zamiast ostrej końcowki.
Materiał przyjemny w dotyku, prawie jak kaszmir ... może nie jest najlepszej jakości lecz sprawdziłem odporność na wilgoć oraz szybkość schniecia i jestem bardzo zadowolony. Wydaje się że tymi właściwościami przewyższa różnorodne materiały tapicerskie używane na łódkach. Również podoba mi się nieznaczna cena. Tkanina jest solidnie naciągnięta i wydaje się że niesłuszne są obawy iż będzie się "sciągać". Utrzymanie w czystości wydaje się proste. Łatwo odkurzyć albo szczotkować. Można raz na rok wyprać "materace" tak jak to zrobiłem przed pokryciem, czyli w ciepły dzień rozłożyć wszystko na betonie, polać jakimś środkiem czyszczącym i wypłukać pod silnym ciśnieniem wody. Może kogoś dziwi dlaczego "materace" składają się z niezliczonej ilości małych kawałków? Ano, na "laleczce" jest ciasno i łatwiej unieść mały luk niż duży. Kiedyś były duże luki wraz z dużymi materacami z gąbki i było to bardzo niepraktyczne. Materaców nigdy nie dawało się wysuszyć, a drewno luk pękało i podniesienie każdej z nich wymagało sporo wysiłku. Podczas roboty śpiewał mój ulubieniec Shane MacGowen z grupą The Pogues i wypiłem kilka flaszek Guinnessa. |
||||
|
|
||||
| DOCKAN | ŻAGLE | ENERGIA | KADŁUB | PRAKTYKA |
| HISTORIA | DRZEWCE | NAWIGACJA | KAMBUZ | PROJEKTY |
| ŻEGLUGA | TAKIELUNEK | WYPOSAŻENIE | KONSERWACJA | KONTAKT |
|
|
||||
| Stockholm, 2004-01-11 |