Jak zejść z mieliznyTemat wstydliwie przemilczany w publikacjach |
|
Pływając między szkierami często ryzykuję wejście na mieliznę. Szukając miejsca noclegu zmuszony jestem zbliżyć się do brzegu i nawet dotknąć balastem granitowego dna. Staram się zawsze być przygotowany do wejścia na mieliznę żeglując poza szlakami wytyczonymi znakami nawigacyjnymi i nie płynąć zbyt szybko w niepewnych miejsca. Nie istnieją uniwersalne rady jak ściągnąć jacht z mielizny. Każdy przypadek jest indywidualny i wymaga dopasowanych działań. Zawsze trzeba zapobiegać panice! Na pewno szkodom zapobiega obniżenie prędkości. Wraz z siłą wiatru i wzrostem zafalowania maleje szansa uratowania jachtu. Wiele razy stawałem balastem na dnie aczkolwiek tylko raz potrzebowałem pomocy w ściągnięciu więc nie mogę imponować doświadczeniem. Tuż obok własnej przystani wpłynąłem na głaz nad których wielokrotnie przepływałem, nie wiedząc o jego istnieniu. Nieco późno zwróciłem wówczas uwagę na nienormalnie niski stan wody i dowiedziałem o ruchach górotworu który spowodował wypchnięcie skały. Sporo wypadków dzieje się nieopodal wydawałoby się bezpiecznej przystani po przebyciu trudnej podróży. Kołysząc z burty na burtę aby jakoś uwolnić balast i spłynąć z kamienia, "udało" mi się na moment położyć jacht na burcie i zanurzyć pokład pod wodą. Jacht stojąc balastem na kamieniach obrośniętych roślinnością bardzo łatwo daje się przechylać albo nawet położyć na burtę. Roślinność może działać jak łożysko kulkowe i umożliwiać przesuwanie nawet sporych ciężarów, zwłaszcza wokół własnej osi. Również roślinność obrastająca kamienie nadaje poślizg umożliwiający wynurzenia kadłuba potęgując wrażenie wejścia na mieliznę. Ciężar jachtu staje się nieistotny gdy kadłub częściowo traci pływalność i znajduje śliski punkt podparcia. Bardzo niebezpiecznym efektem może być panika załogi nawet przy braku fal i wiatru. Żeglowaliśmy 53 tonowym żaglowcem. Przy niewielkiej prędkości zawadziliśmy o płyciznę i z głupimi minami zastanawialiśmy się co począć. Nagle kadłub przechylił się mocniej pod wpływem ciężaru kilku osób które stanęły na burcie. Zsunęły się na reling i do wody. Jakby dużo ważyły. Zwykle stabilny ciężki żaglowiec stał się lekką "wydmuszką" i położył na burcie. W podobnym zdarzeniu spanikowała załoga jachtu gdy gwałtownie obrócił się na burtę. Zamiast ratować jacht szybko wskakiwali do łodzi ratowniczej z fajerwerkami oraz wołaniem "mayday". Przy doskonałej widoczności i niemal bezwietrznej pogodzie. Ściągniecie żaglowca okazało się proste. Po wspięciu na wystającą burtę kadłub przechylił się w druga stronę i wyprostował. Żagle wypełnił wiatr i ze zdziwionymi minami spłynęliśmy na głęboką wodę. Być może zaczepiliśmy o pojedynczy kamień który przesunął się przy ruchu kadłuba.
Kilka razy lawirowałem z nieznaczną prędkością między głazami obrośniętymi roślinnością. Używałem tylko foka aby łatwo regulować prędkość. Odczuwałem ocieranie balastem o granit lecz odbijało kadłub. Gdy utknąłem na mieliźnie zejście było łatwe. Czasem wystarczało machnięcie wiosłem. Żeglowałem kiedyś rodzajem rynny lawirując między skałami. Kolega stojący na dziobie wypatrywał przejścia. W pewnym momencie solidnie utknęliśmy. Kolega jak się okazało mniej widział niż ja przy sterze. Zawisłem na bomie aby przechylić kadłub lecz nie pomogło. Musiałem solidnie przechylić. Wyskoczyłem na brzeg i z dużej odległości pociągnąłem top masztu fałem grota przedłużonym liną cumowniczą. Pochyliłem kadłub tak że pokład znalazł się pod woda i wówczas jacht łagodnie spłynął na wodę. Byłem zaskoczony niewielkim wysiłkiem jaki był potrzebny. Zwykle udawało się schodzić z mielizny cofając pod tym samym kątem którym wpłynąłem. To bardzo ważne gdy utknie się na skałach aby korzystając z cudzej pomocy dać się ciągnąć z powrotem, a nie starać przeciągnąć ponad mielizną albo na boki. Schodzenie z mulistych bądź piaszczystych mielizn stosunkowo nie jest trudne i zwykle wystarcza moc własnego silnika aby się wycofać. Podczas wchodzenia na pokład jacht zachowywał się dziwnie. Zauważyłem że kadłub jest nieco wynurzony. Jacht stał twardo na mieliźnie. Niski stan wody opóźnił rozpoczęcie rejsu. Długotrwałe huśtanie uwolniło jacht. Okazało się że balast oparł się o wystający ponad dno... akumulator. Wracałem z kilkutygodniowego rejsu. Łagodny wiatr popychał jacht z nieznaczną prędkością. Upojony radością żeglowania zlekceważyłem znak nawigacyjny. Żeby uniknąć dodatkowego halsu bezmyślnie nie skręciłem aby z właściwej strony ominąć boję świetlną. W pewnym momencie pojawiły się głazy obrośnięte wodorostami. Coś zatrzymało jacht. Całkowicie wyluzowałem szoty i puściłem rumpel. Żagle nabrały wiatru który przesunął jacht w wolną przestrzeń między kamieniami i ze spokojnym sumieniem mogłem dalej upajać się zachodem słońca i żeglowaniem. Szwedzcy ratownicy o ile możliwe starają się ratować jacht i załogę. Wiele zależy od ratowanych i ich zdecydowanej postawy jak też braku objawów paniki. Wołanie "mayday" na kanale 16 zwykle skutkuje użyciem wszelkich dostępnych środków. Prowadzący akcję ratowniczą gdy uzna za stosowne może powołać dowolne służby i przedsiębiorstwa. Koordynacją działań zajmuje się Sweden Rescue za pośrednictwem Stockholmradio lub przez telefon 112. Należy pomiętać że sygnał "mayday" jest wezwaniem o ratowanie życia. Aby ratować jacht należy rozsądnie porozumiewać się z ratownikami. Zamiast panicznie wołać "mayday" lepiej na kanale roboczym spokojnym głosem poprosić o pomoc i wyjaśnić na czym ma ona polegać. Pozwoli to ratownikom ocenić szansę ratowania również sprzętu. Skutecznym argumentem bywa informacja o sporym zapasie paliwa. Ewentualne żądanie zapłaty może być tylko za holowanie albo fachowe naprawy. Koszty ratownictwa ponoszą szwedzcy podatnicy i członkowie ideowych organizacji ratowniczych. Organizacje bezpośrednio zaangażowane w ratownictwo
Aby zatrzymać się na bezpiecznej głębokości podczas żeglowania we mgle lub ciemności albo w miejscach gdzie nie mam wątpliwości nawigacyjne wywieszam kotwicę. |
|