Nie lepiej doświadczenie zdobywać "z marszu"? Bo potem można dostać białej gorączki zanim się wypleni "mazurskie nawyki" :-)
Dla jasności, nie mam nic przeciwko Mazurom i żeglowaniu tam, ale...
Co to są "mazurskie" nawyki?

Woda nie jest naturalnym środowiskiem człowieka i zwykłym odruchem powinno być ostrożne działanie, nie powinno także zabraknąć wyobraźni albo wręcz odpowiedzialności w działaniach nie wymagających podejmowania decyzji.




Spotkało to mojego kolegę. Płynąc w okolicach chyba Ruden (na W od "Świnkowa": wyznaczone tory i płycizny wokół, jacht o masie ok. 5 ton i zanurzeniu 1,7 m) zostawił ster "mazurantowi" i powiedział płyń kursem 190.

Sam zszedł na kilka minut pod pokład (i mieli dużo szczęścia, że tylko na kilka minut), gdy wyszed¸ z powrotem zobaczył, że płyną kursem 220-230, a na pytanie:
- Dlaczego nie trzymasz kursu?
Dostał odpowiedź:
- No bo przecież można płynąć ostrzej!


Wpływaliśmy do przystani na małym foku. "Pasażer" obawiał się wyskoczenia na pomost by założyć cumę. Przekazałem mu przeto rumpel wyjaśniając gdzie trzeba dobić. Widząc że płynie właściwym kursem spokojnie zrzuciłem foka i stanąłem na dziobie z cumą.

Prędkość była znaczna lecz nie taka żeby się przejmować, bo wianuszki solidnych gumowych amortyzatorów skutecznie zapobiegały ewentualnym uszkodzeniom i nie miewałem trudności wpływając samotnie w podobnych warunkach. Nie wypadało też podejrzewać "pasażera" o brak wyobraźni, bo cały dzień aż do znudzenia, opowiadał o własnych sukcesach żeglarskich.

Kilka metrów przed wejściem w widełki amortyzatora "pasażer" gwałtownie skręcił i wbił dziób w skrawek niczym nic chronionego betonu między szerokimi amortyzatorami.

Oglądając zwiniętą w ósemkę 5-milimetrową bednarkę chroniącą stewę oraz zmiażdżony solidny kawałek dębu, tłumaczył że w ostatniej chwili wydawało mu się iż gumowy amortyzator odbije łódkę i nie chciał żebyśmy ponownie wciągali żagle i przybijali.


Kiedyś nawigując wśród skał, miałem naprawdę pietra a gdy już bezpiecznie zakotwiczyliśmy, pewien załogant będący pierwszy raz na morzu miał do mnie pretensje:
- Jestem opływanym sternikiem jachtowym a ty nie dasz mi się wykazać.
Przecież ja też potrafię tu stanąć na kotwicy.
- A tam potrafisz? - pokazałem pobliską zatoczkę.
- Oczywiście! Żaden problem.
- A ja nie potrafię, bo tam jest za płytko.


Może to jakaś różnica miedzy Mazurami a morzem będzie ...?

wybraliśmy się na przejażdżki ze znajomymi. Pływają oni na Wigrach. I było tak: :)

wyszliśmy z Górek na Wiśle ---- ich wrażenia ----o tu jest jak na Wigrach

na zatoce ---- mówili: ale fale, ale fale, ale fale

na Puckiej było ----a-le -fa-le, a-le-fa-le, a-le-fa-le

pod Władysławowem ----aaaaa-leeeeee- faaaaa- leeeeeee-aaaaa-leeeeee- faaaaa- leeeeeee

za Rozewiem aaaaaaaaaaleeeeeeeee- faaaaaaaaleeeeeeeeeee aaaaaaaaaaleeeeeeeee -faaaaaaaaleeeeeeeeeee

a potem odwrotnie:) był to Nefryt, wiało do 6 i dopiero zaczynał się wiatr.

byłam ciekawa jakby to brzmiało na Atlantyku :)

Ja tylko tak z usmiechem napisałam:), byli bardzo ciekawi wszystkiego i dzielni :)


Każdy miał jakieś wpadki na początku (i nie tylko). Będąc na moim pierwszym rejsie (nie byłem mazurskim, ale jeziorno-rzecznym żeglarzem - doświadczonym i opływanym - jak mi się wydawało).

Cumowaliśmy chyba w Marienhamn na Alandach (albo gdzieś w szkierach), na jakiejś krawędzi mariny - taki był tłok. Silnik szwankował i było mało miejsca. Stałem z cumą na dziobie, albo na rufie. Po kolejnej (2) próbie porządnego ustawienia jachtu doszedłem do wniosku, że pomogę kapitanowi wpasować się odpowiednio (w końcu też się znam i mam doświadczenie). Pomógł mi w tej decyzji jakiś Fin stojący na kei, który zaproponował odebranie cumy i ... podałem (rzuciłem) cumę na keję, po czym ją wybrałem - co nie było łatwe bo to był Opal. Zacumowaliśmy pieknie i od razu.
Byłem z siebie dumny.

Kapitan, z którym byliśmy w koleżenskich stosunkach, zapytał tylko grzecznie: czy mnie prosił o podanie cumy na keję. I już. Niby nic? A jednak, glupio mi za każdym razem jak sobie przypomnę.
Chociaż lekcja się przydała.


Aaaaaa, BTW wprowadzania do portu, mój ojciec został autorem czegoś chyba lepszego. Pływał wtedy sam a rozmowa wyglądała tak:

Jacht - Bosmanat Władysławowo, "Dino".
Bosmanat - Władysławowo, Słucham, Bosmanat.
Jacht - Jacht..., czy można?
Bosmanat
(po chwili)
- Tak, proszę tylko uważać na wychodzące kutry.
Bosmanat - "Dino", gdzie Pan jest teraz?
Jacht - Pół kabla od główek.
Bosmanat - Nie widzę Pana ...
Jacht - Mijam główki.
Bosmanat - Niemożliwe, coś jest nie tak, nadal Pana nie widzę ... które główki?
Jacht - Jak to które, już cumuję!
Bosmanat - Gdzie?
Trzeci głos
(radośnie)
- Panowie, przepraszam, że się wtrącę w Panów dyskusję. "Dino" właśnie zacumował u mnie. Bosmanat Jastarnia się kłania!

My, Kantorki, zdolne jesteśmy :-)


Widziałem w Ogonkach w 2000 roku pewnego leciwego dość "artystę" na Foce, który na samym grocie "woził się" jedynie na granicy łopotu, dryfując w bok od jednego pomostu do drugiego pomostu, nie mogąc przejść linii wiatru. Wreszcie gdy "zawiesił się" na jednym z tych pomostów na dobre, pobiegłem mu na pomoc i zapytałem gdzie jest fok. Odpowiedział:

- No jak to? Schowany. Ja chcę pływać ostro.

Gdy poradziłem aby wobec tego grota zarefował odparł wzburzony:

- A co to szkolenie abym się refował? Ja chcę pływać a nie się szkolić!

Błędem spotykanym na większości mazurskich jachtów jest brak możliwości głębokiego zarefowania grota. Zwykle jest tylko jedna refbanta, w dodatku zaledwie jakieś 20 cm nad bomem. To o wiele za mało, poważne refowanie zaczyna się od 50% powierzchni grota. Jeśli grot refowany jest przez nawinięcie na bom, można go mocno zarefować wyjmując dolne listwy, i nawijając wraz z żaglem w pobliżu noku jakąś grubą gazetę lub podkoszulkę, aby nok nie "zwisał".


Jezusie, qlka blaszka ... Namawiają mnie od lat na te Mazury ... ale po opisie morderczych przybojów, białych szkwałów, krakenów, ośmiornic rzecznych, chodzących głazów, wyczerpanej żeglugą załogi, mielizn, mutantów, komarów zabójców, dzików olbrzymów, wirów wciągających statki białej floty i tak dalej dam sobie spokój. Boże, co to w zimie będzie. Nasze zimowe barowe opowieści piwne z morza "piętnaście metrów, dwie tony wody" można będzie sobie w buty włożyć :)

Proponuję zmienić wymagania na k.j.:

22.1. Wymagany staż na k.j. wynosi 1000 h, z czego nie mniej niż 400 h samodzielnego prowadzenia oraz nie mniej niż 120 h prowadzenia jachtu żaglowego po Kisajnie, z czego nie mniej niz 35% po wodach morderczych.

Kocham morskie opowieści. Kiedyś mi jeden opowiadał, że "Fryderyk Chopin" topami masztów dotykał morza, a on się utrzymał tylko dlatego, że objął grotmaszt i tak zwisając płynął ... :)))

<dla mało domyślnych>
post pisany w trybie " :) "
</dla mało domyślnych>




Tradycyjny mazurant pływa tylko tam, gdzie do brzegu nie jest więcej niż 0,5 km. Zalew Wiślany, Zalew Szczeciński, Zatoka i dalej, to dla fanów żeglowania, a nie mazurantów z prawdziwego zdarzenia.

Przeważnie jest tak, że fani pływają wszędzie. Po morzu i na śródlądziu. Mazury i w ogóle śródlądzie traktują jako powrót na stare dobrze znane śmiecie, do kumpli i znajomych. Morze jest bądź co bądź wyzwaniem trochę innego rodzaju.

Nawet gdyby otwarto Z-Z, Kanał Mazurski, zrobiono by sensowne połączenie WJM - Pojezierze Iławskie, to i tak w tamte rejony wybierze się niewielka ilość mazurantów. Lepiej robić trasy Węgorzewo - Gizycko - Mikołajki - Druciane - Gnida. Bezstresowo i bezpiecznie. Nawet Śniardwy świecą pustką, bo za daleko brzeg.

Mazury dla mnie są tym miejscem, gdzie mam znajomych, przyjaciół. Mam swoje zakątki, które z przyjemnością oglądam. Na Mazurach moi synowie poznawali urok żagla, wody, wiatru. Zawsze tu będę zaglądał. Ale też jest inna strona żeglowania.

Nawet moje dzieciaki odkryły, że żeglowanie to zupełnie coś innego, niż do tej pory spotkały. Pierwszy rejs morski z nimi i już nie chcą tam wracać.

Potwierdzą pewnie moje słowa Mariusz, Maar, Kocur. Karol i inni. Mazury można kochać i żeglując na swojej łodzi, napawać się urokiem tej krainy. Ale żeglarstwo to jednak morze. Raj dla włóczęgów. Gdzie umiejętności, odwaga i chęć zobaczenia czegoś nowego, to jest to czego, przynajmniej mi potrzeba. Mazury to żeglarska zerówka. Dobrze jest gdzieś zacząć. Ale większość na tej zerówce kończy edukację żeglarską.



Made in Macintosh
Zebrane z pl.rec.zeglarstwo - Jerzy Sychut