|
Jarosław Kaczorowski
Konferencja "Bezpieczeństwo w jachtingu" - Gdynia 2002 roku
Niektóre aspekty żeglowania na współczesnych jachtach w warunkach sztormowych
|
|
W sposobie budowania współczesnych jachtów widać olbrzymi wpływ jednostek regatowych. Jest prawidłowością znaną od dawna nie tylko w żeglarstwie, że zawody sportowe są poligonem, na którym doskonali się konstrukcje i materiały, które z kolei wdrażane są do powszechnego użycia. Rozwiązania stosowane w regatach znajdują szybko zastosowanie w codziennym użyciu, na jachtach budowanych do żeglowania wyłącznie dla przyjemności.
Mówi się często, że współczesne jachty są o wiele bardziej niebezpieczne niż ich poprzednicy sprzed stu i pięćdziesięciu lat, a żeglarstwo staje się rozrywką coraz bardziej niebezpieczną, gdyż jachty budowane są tak, aby maksymalnie wyzyskać lub raczej ominąć formuły pomiarowe, co często dzieje się kosztem dzielności morskiej. Być może tak jest w istocie. Nie chcę polemizować z tą opinią. Chciałbym jedynie przedstawić, jak żegluje się w warunkach sztormowych na współczesnych jachtach, gdzie załogę stanowią doświadczeni żeglarze. Być może ci, którzy żeglują tylko dla przyjemności, znajdą tu rady, które pomogą im przetrwać bez szwanku ciężkie warunki na morzu. W moim wystąpieniu chciałbym omówić sposób żeglowania na łodziach mieczowych, morskich jachtach balastowych i 26-metrowym katamaranie w warunkach sztormowych przy różnych kursach do wiatru. Żeglarze z łodzi mieczowych są bardzo pouczającym przykładem, jak umiejętnie wykorzystując prawidłową technikę żeglowania można poradzić sobie ze sztormem. Na żadnej z łodzi olimpijskich i przygotowawczych nie ma możliwości redukowania powierzchni ożaglowania. A mimo to jachty te, niewielkich rozmiarów, potrafią przetrwać wiatr o sile 8-9°B. Wyjątkiem są skiffy, które pozwolę sobie w dalszej części nazywać tak, jak robią to żeglarze z łodzi olimpijskich, skrzydlakami i katamarany klasy Tornado. Mała wyporność kadłubów w połączeniu ze stosunkowo dużą powierzchnią ożaglowania powoduje, że przy żeglowaniu kursem innym niż ostro do wiatru wywracają się one przeważnie przy pierwszej próbie odpadnięcia przy wietrze powyżej 7°B. Jednokadłubowe jachty morskie są o wiele dzielniejsze. Mamy większą możliwość przeciwdziałania ekstremalnym warunkom, przede wszystkim dzięki zmniejszeniu powierzchni ożaglowania. Dodatkowo rygorystyczne przepisy budowy jednostek morskich, a w szczególności wymogi stateczności, powodują, że jachty te są stosunkowo bezpieczne i tak naprawdę możemy popełnić sporo błędów, zanim dojdzie do jakiegoś poważnego zagrożenia. Kapitan Andrzej Rościszewski w wydanej w 1988 roku książce "Bezpowrotne rejsy", analizując okoliczności utraty jachtów Zew Morza, Iwona Pieńkawa, Carmen, Spaniel i Polaris zwrócił uwagę że niewielka prędkość (w każdym przypadku), ze względu na skutki z niej wynikające, mogła mieć bezpośredni związek z przebiegiem opisanych wypadków. Duży katamaran jest jachtem bardzo dzielnym i bezpiecznym w warunkach sztormowych, jeżeli płynie pod kątem 120-160° do wiatru rzeczywistego. Przy innych kursach żegluga jest bardzo niebezpieczna. Na każdym jednak jachcie fundamentalne znaczenie ma wiedza, doświadczenie i zgranie załogi oraz utrzymywanie optymalnej prędkości jachtu. Ostry bajdewind Na łodziach klas olimpijskich, takich jak na przykład 470, bajdewind jest kursem stosunkowo bezpiecznym. Nawet w bardzo ciężkich warunkach rzadko zdarza się, by dobrzy zawodnicy wywracali się. Okupione jest to ciężką pracą sternika, który cały czas musi pracować szotami grota (lub wózkiem), luzując je w szkwałach i wybierając, gdy wiatr słabnie. Aby zmniejszyć siłę przechylającą, wygina się bardzo mocno maszt, luzując go w opętniku do przodu, wybiera maksymalnie regulację po bomie i cunningham. Czasami też wyciąga się nieco miecz, aby zmniejszyć opór boczny. W ten sposób przy uderzeniu wiatru część energii, która powoduje przechylenie się łodzi, zamieniana jest w dryf. Szynę szotów foka odsuwa się do tyłu, aby górne partie żagla przedniego nie pracowały. Jeżeli jest czas przed wyścigiem, przesuwa się piętę masztu do przodu, aby zwiększyć pochylenie masztu i zmniejsza się kąt rozwarcia salingów, aby maszt wygiął się do tyłu i wypłaszczył grota, a górne jego partie odgięły się na zawietrzną, zmniejszając siłę przechylającą. Na jachtach morskich żeglowanie bajdewindem również nie stwarza problemów, pod warunkiem, że kadłub wytrzyma spadanie z fal i uderzenia o wodę, żagle są dobrze uszyte, to znaczy można je bardzo wypłaszczyć, a załoga odporna na morską chorobę. Nawet przy bardzo silnym wietrze stosuje się małego foka i całego grota lub pierwszy ref. Nieużywane duże żagle przednie kładzie się na pokładzie po nawietrznej, a załoganci siedzą na nich, przewieszeni przez reling. Zwykle wiąże się to z zalewaniem ich przez fale, ale z mojego doświadczenia wynika, że w takich warunkach można nawet zasnąć, jeśli wyścig jest naprawdę męczący. Sternik musi skupić się na utrzymaniu prędkości. Przy silniejszych porywach wiatru łódka przechyla się i w następstwie tego ostrzy do wiatru. Trymer grota musi na czas poluzować szoty, aby jacht nie stanął w linii wiatru, bo to może skończyć się niekontrolowanym zwrotem i małą katastrofą. Doświadczona załoga nie dopuści do takiej sytuacji. Na jachtach morskich ugięcie masztu kontroluje się mocno wybierając baksztagi i luzując check-staye. Na dużych katamaranach, takich jak WartaPolpharma, żeglowanie bajdewindem w warunkach sztormowych jest bardzo trudne. Decydujące znaczenie ma długość i wysokość fali. Jeżeli fala jest stosunkowo mała, powiedzmy około 2 m, to żeglowanie 26-metrowym katamaranem jest dość proste i bezpieczne w żegludze bajdewindem nawet przy 50 węzłach wiatru. Na najmniejszym foku i trzecim refie grota można rozpędzić łódkę powyżej 20 węzłów. Należy jednak uważać, aby nawietrzny pływak nie oderwał się od wody, bo przy silnym szkwale z wypełniającą odkrętką błyskawicznie przewróci się na burtę. Takie warunki, a więc mała fala i bardzo silny wiatr, są oczywiście bardzo rzadkie. Można jednak w początkowej fazie sztormu wykorzystać je, aby schronić się w bezpieczne miejsce zanim stan morza będzie gorszy. Sytuacja zmienia się gwałtownie, gdy fala rozbudowuje się. Kadłuby z olbrzymią siłą zaczynają uderzać o wodę, powstają olbrzymie napięcia dynamiczne całej konstrukcji. Wysoka i stroma fala potrafi w ciągu kilku godzin zniszczyć katamaran. Kadłub ulega delaminacji na skutek uderzeń o wodę. Pęka i traci sztywność dźwigar podmasztowy oraz mocowania wszystkich trzech dźwigarów do pływaków. Aby uniknąć zniszczeń, zdejmuje się żagle przednie i pozostawia tylko trzeci ref grota. Jacht staje się bardzo nawietrzny i trzeba bardzo uważnie sterować, aby nie stanąć w linii wiatru, Odpadanie do kursu może zająć kilka minut, podczas których katamaran tłucze kadłubami o wodę przy przechodzeniu przez fale. Aby nie było zbyt łatwo, nie można rozpędzać jachtu do prędkości większej niż około 7 węzłów, bo dzieje się to samo, tyle że z większą siłą. Jeżeli nie ścigamy się, to w warunkach sztormowych najlepiej zrzucić całkowicie grota i odpaść do pełnego baksztagu, a najlepiej wzorem dawnych żaglowców schronić się przed sztormem w porcie i poczekać na wiatr w plecy. Nie jest trudno również uciec przed sztormem, mając dobrą prognozę pogody z wyprzedzeniem 72-godzinnym i jacht rozwijający prędkość 25 węzłów. Tak więc żeglowanie ostrym bajdewindem jest na jachtach jednokadłubowych dość bezpieczne, pod warunkiem, że utrzymamy prędkość, a załoga bardzo ciężko pracuje, zaś na dużych katamaranach niebezpieczne przy wysokiej fali. Od pełnego bajdewindu do ostrego baksztagu. Są to kursy skrajnie niebezpieczne w warunkach sztormowych dla każdego jachtu. Na łodziach mieczowych oraz jachtach z małą wypornością, takich jak wielokadłubowce i skrzydlaki, zupełnie niemożliwa. Powierzchnia ożaglowania jest stała, a moment prostujący ograniczony ciężarem załogi, który również jest stały. Jedynym sposobem na przetrwanie jest szybkie odpadnięcie z kursu ostro do wiatru, do pełnego baksztagu lub fordewindu. Najlepiej jest to robić na wierzchołku fali, aby prędkość po manewrze odpadania była maksymalnie duża, a tym samym wiatr pozorny stosunkowo słaby. Jest to szczególnie istotne na łódkach o małej wyporności dziobów, takich jak katamarany i skiffy. Błąd przy odpadnięciu przy bardzo silnym wietrze zwykle kończy się wywrotką. Sternicy tych jachtów muszą również bardzo uważać, aby na kursach z wiatrem nie zwolnić zbytnio biegu łódki. Odpadnięcie do fordewindu prowadzi zwykle do zmniejszenia prędkości jachtu i wzrostu siły wiatru pozornego, co zwykle kończy się bardzo niebezpieczną dla załogi wywrotką przez dziób. Morskie jachty jednokadłubowe mogą nawet przy bardzo sinym wietrze i wysokiej fali pokusić się o żeglowanie kursem od pełnego bajdewindu do ostrego baksztagu, ale jest to zawsze bardzo niebezpieczne, tym niebezpieczniejsze, im wyższa i bardziej stroma jest fala. Ostrym bajdewindem można płynąć na pełnym grocie lub jednym refie, małym foku, jednak płynięcie 10° pełniej niż ostry bajdewind jest na takim zestawie po prostu niemożliwe. Siła przechylająca wzrasta gwałtownie, a szot grota można luzować tylko do momentu, aż bom dotknie wody. Od tej chwili możliwe są dwa scenariusze zdarzeń:
Tak więc jeśli z jakiś powodów musimy w warunkach sztormowych zmienić kurs z ostrego bajdewindu na pełniejszy do ostrego baksztagu włącznie, bezwzględnie musimy maksymalnie zredukować powierzchnię ożaglowania, co jednak nie rozwiązuje sprawy do końca. W ciężkich warunkach sztormowych najlepiej nie pływać pełnym bajdewindem. Rozsądnym rozwiązaniem jest żeglowanie kursem ostro do wiatru tak długo, aż po odpadnięciu będziemy mogli żeglować kursem 100-110° do wiatru rzeczywistego. Możemy wtedy przed odpadaniem zupełnie zrzucić grota i ciasno obwiązać go na bomie, pozostawiając małego foka z przodu. Po odpadnięciu będziemy mieli łódkę mocno zawietrzną, ale mały żagiel na sztagu pozwoli nam na dostateczną prędkość, abyśmy mogli na dużych falach zjeżdżać z wiatrem. Jeżeli wybieramy opcję przebijania się przez fale w kierunku na wiatr na trzecim refie grota, czeka nas ciężka i niebezpieczna przeprawa. Z powodu silnych uderzeń o wodę może popękać kadłub, a przy gwałtownym podmuchu wiatru bom grota może uderzyć o wodę, żagiel wybierze się sam i powiezie nas do wiatru, co znowu może skończyć się uszkodzeniem żagli lub takielunku. Kursy z wiatrem Na łodziach mieczowych i jednokadłubowych jachtach morskich obowiązuje ogólna zasada, że należy płynąć szybko. Im większa jest prędkość, tym mniejszy jest wiatr pozorny i tym większa możliwość ustawienia się pod dobrym kątem do szczególnie dużych fal. Momentem krytycznym jest przejście z kursu ostro do wiatru do pełnego baksztagu. Najlepiej jest to robić na wierzchołku fali, kiedy jacht podparty jest mniej więcej w środku długości fali, co tworzy swego rodzaju oś obrotu. Dodatkowo po udanym manewrze odpadania zabieramy się z falą, a więc mamy stosunkowo dużą prędkość i lepszą możliwość manewru. Odpadanie w dolinie fali powoduje, że nadchodzący grzywacz może zwalić się na pokład i spowodować uszkodzenia, a co gorsze, może dopaść jacht ustawiony do niego pod kątem prostym i wywrócić go. Kluczowe znaczenie przy odpadaniu ma współpraca sternik - trymer grota. Ten ostatni musi poluzować szoty tuż przed odpadaniem, aby zmniejszyć nawietrzność jachtu, ale jeżeli będzie robić to zbyt szybko w stosunku do zmiany kursu, bom może oprzeć się o wodę i jacht wyostrzy do wiatru lub wywróci się. Jeżeli uda się nam szczęśliwie osiągnąć kurs z wiatrem, należy robić wszystko, aby płynąć szybko. Szczególnie przy wysokiej fali ma to olbrzymie znaczenie, gdyż zmniejszamy niebezpieczeństwo, że fala dogoni nas, załamie się za rufą i zwali nam na pokład. Jeszcze gorszy scenariusz wydarzeń jest taki, że fala podniesie nam rufę, stracimy na chwilę sterowność i przy przechyle na zawietrzną powiezie jacht do wiatru. Najlepszym sposobem uniknięcia wyżej wymienionych przypadków jest aktywna żegluga pod kątem 140-170° do wiatru rzeczywistego. Na wierzchołku fali odpadamy, aby zjechać z niej na dużej prędkości; w dolinie ostrzymy, aby wyrobić sobie miejsce na kolejne odpadnięcie. Warto przy tym zostawić sobie dość duże żagle, aby płynąć w miarę szybko. Na morskich jachtach regatowych do siły wiatru 8°B używa się małych i ciężkich spinakerów i grota na pierwszym lub drugim refie. Spinaker w rękach dobrej załogi daje dobrą prędkość i stabilizuje jacht, nie doprowadzając do rollingu, czyli dużych przechyłów bocznych, zwłaszcza na nawietrzną w dolinie fali. Zdaję sobie jednak sprawę, że stawianie i trymowanie spinakera przez niedoświadczoną załogę może prowadzić do sytuacji bardzo niebezpiecznych, więc w żegludze innej niż ściganie się należy ten sposób wykluczyć. Warto jednak mieć postawiony dosyć duży żagiel przedni i przynajmniej trzeci ref grota. Dobrze jest, jeśli szot żagla przedniego jest zaknagowany również po nawietrznej na wypadek, gdyby sternik odpadł za bardzo i sztaksel przeleciał na drugą burtę. Bom grota warto wybrać na szotach do kąta około 70° w stosunku do osi jachtu. W razie gwałtownego przechyłu na zawietrzną nie będzie zahaczał o wodę. Na dużym katamaranie technika żeglugi z wiatrem jest nieco inna. Przy wietrze powyżej 8°B rozpędza się on do 25 węzłów, płynąc bez żagli. Największym problemem, z jakim spotykaliśmy się w wyścigu dokoła świata, było wyhamowywanie prędkości łódki przy dużych falach. W czasie pierwszego sztormu, jaki spotkał nas w wyścigu dookoła świata, wbiliśmy się kilkakrotnie dziobami w falę, tak że płetwy sterowe wychodziły z wody. Po kilku godzinach wypracowaliśmy jednak technikę hamowania jachtu. Zamiast, tak jak to zwykle robi się na jednokadłubowcach, zabierać się z falą, to znaczy odpadać na wierzchołku fali - robiliśmy dokładnie odwrotnie, to znaczy ostrzyliśmy, a w dolinie fali, gdzie powierzchniowy ruch cząsteczek wody jest przeciwny do kierunku wiatru, odpadaliśmy. W ten sposób udało nam się przetrwać dwie i pół doby sztormu o sile wiatru 9-11°B i falach ponad 20-metrowych. Oczywiście nie mieliśmy wtedy żagli, a nawet nasz maszt w kształcie skrzydła skręcaliśmy na nawietrzną, tak by nie dawał żadnej siły aerodynamicznej. Do hamowania katamaranu używaliśmy czasem lin, które przywiązuje się na dwóch końcach dźwigara rufowego i ciągnie niczym trał za rufą. Nie zdają natomiast egzaminu konwencjonalne dryfkotwy. Nasza wytrzymała 15 minut. Kiedy ją wyciągnęliśmy, była cała w strzępach, a i tak o mało nie wyrwała naszego największego kabestanu od szotów grota. Kiedy fale są niezbyt duże, powiedzmy do 3 metrów, i na tyle krótkie, że nie rozpędzają łódki, duży katamaran jest dosyć bezpieczny. W pobliżu przylądka Horn, przy sile wiatru ponad 70 węzłów, przywiązaliśmy koło sterowe w pozycji maksymalnie wychylonej na ostrzenie i usiedliśmy z rękoma w kieszeniach, bo było zimno. Jacht utrzymywał się na kursie 130-140° do wiatru rzeczywistego. Zdaję sobie sprawę, że wybierając technikę sztormowania musimy wziąć pod uwagę wiele czynników, takich jak bezwładność jachtu, wytrzymałość poszycia na uderzenia o falę, jakość i krój żagli, umiejętności załogi czy wielkość akwenu, po którym możemy żeglować danym kursem bez robienia zwrotu lub odpadania od bajdewindu do baksztagu. Jednak bez względu na to, czy zdecydujemy się sztormować z wiatrem czy ostrym bajdewindem, warto utrzymywać na tyle dużą prędkość, aby móc wybrać sobie optymalny sposób przechodzenia przez największe fale i zapewnić dużą sterowność. |
|