Antoni Dudziński, kapitan żeglugi wielkiej

Propagujcie wiedzę o morzu

Warszawa, 23 września 2005 r.

Zawsze uważałem, że jeśli się na czymś nie znam, to nie zabieram głosu. Nie tylko dlatego, żeby się nie ośmieszyć, ale także dlatego, że wypowiedź laika niewiele jest warta i niczego nie wnosi do sprawy.

Niestety nie wszyscy stosują tę zasadę.

Straszna katastrofa
Przeczytałem jakiś czas temu informację prasową o zderzeniu promu "Pomerania" ze statkiem "Rio Grande" (31.01.2005 r.).

Oto cytaty z prasy:

Prom przewożący 140 pasażerów" dopłynął o własnych siłach do Kopenhagi. Nikt z pasażerów nie został ranny
Inna gazeta:
Prom przewoził 228 pasażerów. Przyczyna katastrofy nie jest znana
I jeszcze inna gazeta:
Polski prom "Pomerania" zderzył się dziś rano z tankowcem. Pomimo uszkodzeń kadłuba statkowi polskiemu udało się dopłynąć do portu w Szwecji
Myślę, że to wystarczy. Po pierwsze mamy dowód, że nie można ufać gazetom. Jedna podaje, że "Pomerania" przewoziła 140 pasażerów, inna że 228. Jedna, że zawinął do Kopenhagi (to akurat prawda), inna że do portu w Szwecji. Kopenhaga nie jest w Szwecji, o ile mi wiadomo...

Przede wszystkim jednak z treści prasowych relacji wywnioskować można, że było to poważne zderzenie (użyto nawet słowa: katastrofa!). "Nikt nie został ranny i prom zdołał dopłynąć do portu o własnych siłach" - a więc można by przypuszczać, że cudem nikomu nic się nie stało, ale prom z wielką wyrwą w burcie i zatopionymi co najmniej dwoma przedziałami wodoszczelnymi ledwo dotarł do portu.

Oczywiście niewielu dziennikarzy wie, co to są przedziały wodoszczelne, ale przecież nie o to chodzi.

Dziennikarze mają kolejną sensacyjkę i jest o czym pisać. Wśród czytelników zaczyna się gadanie, gawiedź snuje domysły i puszcza wodze fantazji.

O tym jednak za chwilkę, bo może warto wskazać, że istotnie doszło do niewielkiej kolizji "Pomeranii" z "Rio Grande", tj. do otarcia się burtami.

Widziałem zdjęcia uszkodzeń promu: niewielkie wgniecenia burty w kilku miejscach, o strzałce ugięcia około 5 cm i powierzchni łącznej może 4 metrów kwadratowych.

A zatem drobne otarcie, które w żaden sposób nie mogło grozić pasażerom promu. Kolizja, jakie zdarzają się na morzu. Prawdopodobnie doszło do przyssania statków i zetknięcia się burtami.

Nie było zatem żadnych powodów, aby "Pomerania" nie dopłynęła do portu "o własnych siłach". Samochód po otarciu zderzaka też nie przestaje jeździć, a pasażerowie nie zostają ranni.

Dlaczego jednak żaden dziennikarz nie napisał tak:
"Dziś rano doszło do drobnego uszkodzenia niewielkiego fragmentu nadburcia promu "Pomerania" podczas zetknięcia się z burtą zbiornikowca "Rio Grande", podczas wyprzedzania".
Byłaby to rzetelna, uczciwa informacja, ale przecież o wiele mniej efektowna, prawda? Trudno doszukać się tu sensacji, a przecież o sensację chodzi pseudo-dziennikarzom.

"Otarcie burty" to kiepski tytuł, ale już "zderzenie", "katastrofa" to brzmi o wiele lepiej. Można więc pobrać honorarium za tekst i mieszać czytelnikom w głowach.

Pijani, spali, płynęli za szybko...
Bardzo dobrym sprawdzianem tego, jak z byle czego pseudo-dziennikarz robi sensację, są komentarze w portalach internetowych. Wybrałem najciekawsze:

Na pewno kapitanowie byli pijani

II oficer spał. Wiem to na pewno!

Jak można zderzyć się na tak wielkim możu, przeciesz to nie autostrada

Pomerania to stary grat i dlatego się zderzyła

Som przecież radary, więc jak mogli się nie zauwarzyć

Ten prom nie ma elektronicznego kompasu, tylko zwykły i dlatego tak się stało

Chyba za szybko płynęli i nie zdążyli zahamować

Taki prom powinni dawno wyrzucić na złom

Na takim dużym akwenie wodnym to skandal, żeby się zderzyli
Itd.., itp. Gawiedź ma o czym pisać, ma o czym gadać.

Odzywają się "znawcy", "wiedzący na pewno", "dobrze poinformowani".

Natychmiast zarzuca się, że prom to "stary rozpadający się grat", a przecież identyczna kolizja mogła się zdarzyć równie dobrze nowiutkiemu promowi.

A poza tym, czy ktoś z autorów tych wypowiedzi wie, w jakim tempie postępuje starzenie się konstrukcji statku i jaki to ma wpływ na bezpieczeństwo?

Czy ktoś z nich wie, jak tworzą się kruche przełomy w poszyciu, co to są zawalcowania pęcherzy w blachach, co to są węzłówki, wręgi, grodzie itd.?

Ktoś pisze o "zwykłym kompasie" zamiast "elektronicznego", a widać od razu, że nie ma o tym zielonego pojęcia. Każdy statek ma "zwykły" kompas magnetyczny. Żyro jest tylko dodatkiem.

Inny "znawca" twierdzi, że oficer spał. A skąd niby to wie? Spał razem z nim, przytulony do jego ramienia?!

Oczywiście podobne brednie należałoby ignorować, zwłaszcza że internetowe komentarze mogą pisać wszyscy - także różnej maści dowcipnisie, prowokatorzy, psychopaci itd.

Swoją drogą przeraża pisownia - aż roi się od błędów ortograficznych, nie wspominając już o stylu. Ktoś pisze "Akwen wodny". A może być akwen lądowy?

Nie ma się jednak czemu dziwić, skoro dzieci i młodzież coraz mniej czytają, a coraz więcej oglądają durnych programów telewizyjnych.

No, ale jesteśmy w Europie...

Dajcie dobry przykład
Opisany przypadek promu to tylko jeden z przykładów. Nie brakuje w mediach podobnych opinii i to kreowanych nie przez czytelników, ale przez niektórych "redaktorów" i "redaktorki". Cudzysłowów używam tu z pełną premedytacją, bo na miano redaktora trzeba sobie zasłużyć solidnością, fachowością i rzetelnością.

Poziom wiedzy o morzu w mediach jest z reguły denny. Tym bardziej przejawia się to w społeczeństwie.

Statek to dla przeciętnego obywatela albo "Titanic" (bo obejrzał film), albo z "okręt" typu "Dorota" kursujący z Gdyni na Hel (bo popłynął sobie takim).

Kapitan to taki facet, co ma czapkę, bluzę w paski i stoi za wielkim kołem sterowym z lunetą przy oku. Do tego ma jeszcze brodę i wielki brzuch!

Myślę jednak, że warto uczyć społeczeństwo, jak wygląda prawda o morzu i "prostować" różne głupie stereotypy. To zadanie także dla Was - żeglarzy.

Szkoda, że prawdziwi fachowcy - kapitanowie, oficerowie tak rzadko piszą. Ktoś jednak pisać powinien, ktoś powinien te zagadnienia popularyzować. Nawet w internetowych komentarzach.

Co prawda do części czytających i tak nic nie dotrze, ale może jednak komuś coś zostanie w głowie...

Zachęcam Was gorąco - piszcie relacje z rejsów, reportaże, opowiadania, piszcie listy do redakcji wytykając im błędy, opowiadajcie znajomym o żeglarstwie i morzu. Kto ma to robić, jak nie Wy? Przecież WY się na tym znacie!

kpt. ż.w. Antoni Dudziński





Made in Macintosh
© Antoni Dudziński
Sformatował Jerzy Sychut