Zatonięcie s/y BIESZCZADY

w dniu 10 września 2000 r.


11.09.2000 - Rzeczpospolita (Gdańsk)
Tragedia u wybrzeży Danii
Jedna osoba uratowana
Tankowiec zatopił "Bieszczady"
Polski jacht "Bieszczady" zatonął w niedzielę rano 20 mil morskich od północno - zachodnich wybrzeży Danii. Został staranowany przez tankowiec udający się do Rotterdamu. Duńska policja nie podała wczoraj nazwy tankowca.

Z ośmioosobowej załogi 14-metrowego jachtu uratowano jedną kobietę - 19-letnią Małgorzatę Kądzielewską z Łodzi. Wyłowiono też dwa ciała - jedna z wyłowionych wczoraj ofiar to najprawdopodobniej kapitan jachtu. Do zmroku poszukiwano dalszych pięciu członków załogi, ale szansę na przeżycie rozbitków oceniono jako "prawie żadne". Akcję ratunkową prowadzi Duńskie Centrum Ratownictwa Morskiego.

Szef operacji ratowniczej tego ośrodka, Alex Jensen, powiedział "Rz", że polski jacht zatonął po kolizji błyskawicznie. Małgorzata Kądzielewska - według jej relacji - po zderzeniu z tankowcem znalazła się pod wodą, a gdy wypłynęła na powierzchnię, nie było już widać żadnej części jednostki. Ratunek zawdzięcza temu, że otworzyła się jedna z tratw ratowniczych. Morze w rejonie katastrofy było wczoraj stosunkowo spokojne. Wiał zachodni wiatr z prędkością 10 m na sekundę. W operacji ratunkowej uczestniczyło kilka helikopterów, statków ratowniczych oraz łodzi rybackich.



11.09.2000 r. - Dziennik Bałtycki
Gdyński jacht zatonął u wybrzeży Danii
Zderzenie z kolosem
Dwie osoby zginęły, pięć uważa się za zaginione, a tylko jedną uratowano z katastrofy polskiego jachtu u wybrzeży Danii. Do chwili zamknięcia tego wydania "Dziennika" jedyną uratowaną osobą byle 19-letnia Małgorzata Kądzielewska z Łodzi. Jacht "Bieszczady", należący do Centrum Wychowania Morskiego Związku Harcerstwa Polskiego w Gdyni, zatonął w niedzielę nad ranem na skutek zderzenia z większą jednostką.



12.09.2000 r. - Komunikat KG ZHP
Trwa akcja poszukiwawcza
Nadal trwa akcja poszukiwawcza pięciu zaginionych członków załogi jachtu Bieszczady, który uległ zderzeniu z tankowcem w niedzielę rano. Samolot rządowy stoi do dyspozycji rodzin zaginionych osób. Decyzję o wylocie podejmiemy wraz z Ministerstwem Spraw Zagranicznych, Kancelarią Premiera i rodzinami zaginionych w zależności od efektów akcji poszukiwawczej.

Jacht "Bieszczady" zatonął w niedzielę rano po kolizji ze statkiem "Lady Elena" płynącym pod banderą Hong-Kongu. Po sygnale nadanym przez Małgorzatę Kądzielewską do akcji ratunkowej przystąpiły duńskie kutry rybackie i służby ratownicze. Do tej pory, oprócz szczęśliwie uratowanej, która już wróciła do Polski, udało się wyłowić ciała dwóch innych ofiar tragedii: Leszka Łuczaka i Arkadiusza Jakubiszyna.



13.09.2000 r. - Gazeta Wyborcza (Gdańsk)
Tragedia "Bieszczadów" cd.
Kto zawinił?
U wybrzeży Danii nurkowie dziś rano mieli rozpocząć poszukiwania wraku jachtu "Bieszczady". Prokuratura wszczęta wczoraj śledztwo w sprawie katastrofy, w której zginęło siedmiu Polaków Trałowiec duńskiej marynarki wojennej wyruszył wczoraj do miejsca katastrofy jachtu u zachodnich wybrzeży Danii. Na pokładzie ma sprzęt do poszukiwań pod wodą oraz dziewięciu nurków. Trałowcowi towarzyszy mały statek pomocniczy MSF 2 wyposażony w sonar, pozwalający na badanie dna morza. Nie ma już nadziei na odnalezienie żywych rozbitków. Duńska ekspedycja wyruszyła po staraniach premiera Jerzego Buźka, który specjalnie dzwonił w poniedziałek do premiera Danii.

- Celem jest zlokalizowanie wraku i wydobycie ciał - powiedział nam wczoraj oficer dyżurny duńskiego Centrum Koordynacji Ratownictwa Morskiego.

- Akcja potrwa kilka dni. Wrak leży na głębokości 30 metrów. Nie wiadomo, czy rozsypał się na kawałki, czy też zachowała się jakaś większa część kadłuba.

Tymczasem w Rotterdamie przesłuchano wczoraj kapitana i oficera wachtowego tankowca "Lady Elena", który staranował jacht. Przy rozmowie obecny był przedstawiciel polskiego MSZ. O protokół z tego przesłuchania wystąpił już gdański prokurator Mirosław Puto, który rozpoczął śledztwo w sprawie katastrofy.



14.09.2000 r. - Dziennik Baltycki
Katastrofa
Szukają pod wodą
Wczoraj duńscy ratownicy zlokalizowali dokładne położenie wraku jachtu "Bieszczady", który w niedzielę rano zatonął z ośmioosobową załogą na pokładzie po zderzeniu z tankowcem "Lady Elena" niedaleko wybrzeży Danii. Dotychczas, już w pierwszych godzinach akcji ratowniczej, uratowano jedną osobę - 19-letnią łodziankę Małgorzatę Kądzielewską oraz wydobyto dwa ciała. Duńscy ratownicy rozpoczęli wczoraj przy pomocy płetwonurków poszukiwania pod wodą, gdzie we wraku jachtu mogą spoczywać ciała pozostałych pięciu zaginionych członków załogi. Tymczasem, mimo wcześniejszych zapowiedzi, na miejsce tragedii nie wyleciały jeszcze rodziny ofiar.



14.09.2000 r. - Rzeczpospolita (Gdańsk)
Katastrofa
Jacht "Bieszczady"
Wrak odnaleziony
Duńskie służby ratownicze zlokalizowały wrak jachtu "Bieszczady" - poinformował Waldemar Mieczkowski, szef Centrum Wyszkolenia Morskiego ZHP, do którego należała zatopiona jednostka. Jacht leży na głębokości około 30 metrów. Ratownicy przygotowywali się do zejścia pod wodę i dalszych poszukiwań. Trudno określić, ile może potrwać akcja.

- Wszystko zależy od stopnia zniszczeń i warunków panujących na morzu - powiedział "Rz" inspektor Kazimierz Świtała, koordynujący w Polskim Ratownictwie Okrętowym pracę nurków.
/.../
- Zależy nam na odnalezieniu i wydobyciu ciał. CWM z powodów finansowych nie zamierza wydobywać samego jachtu - poinformował Mieczkowski. Duńczycy podjęli akcję poszukiwawczą po rozmowie premiera Jerzego Buźka z premierem Danii Poulem Nyrupem Rasmussenem. Buzek podziękował wczoraj listownie' Rasmussenowi za szybką reakcję na prośbę o pomoc.

- Przekazałem pana kondolencje rodzinom ofiar. Jest takie stare polskie powiedzenie: prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie. Dziękuję z całego serca - napisał polski premier.

Od rezultatów akcji jest uzależniony termin wyjazdu do Danii rodzin ofiar katastrofy W sobotę, jak poinformował ZHP mają wyjechać rodziny kapitana jachtu Lecha Ł. z Gdyni i Arkadiusza J. z Żar, których ciała odnaleziono tuż po wypadku.

Jedyna ocalała z katastrofy 19-letnią łodzianka Małgorzata Kądzielewska powróciła już do Polski. W Holandii przesłuchano kapitana i oficera wachtowego tankowca "Lady Elena", który w niedzielę staranował polski jacht z 8-osobową załogą na pokładzie.



15.09.2000 r. - Dziennik Baltycki
Wydobyto ciała
Wczoraj duńskim nurkom udało się dotrzeć do wraku jachtu "Bieszczady", zatopionego w niedzielę rano na Morzu Północnym u wybrzeży Danii po zderzeniu z tankowcem "Lady Elena". Ze środka wraku udało się wydobyć trzy ciała zaginionych członków załogi jachtu. Nadal nie wiadomo, gdzie znajdują się dwa pozostałe ciała. Po wydobyciu ciał rozbitków trałowcem przewieziono je do portu Thyboroen. Stamtąd planuje się przewieźć je na posterunek policji w Holstebro, gdzie odbędzie się identyfikacja.



15.09.2000 r. - Gazeta Wyborcza (Gdańsk)
We wraku nie ma już ciał
Koniec poszukiwań
Ciała kolejnych trzech zaginionych członków załogi jachtu "Bieszczady" odnaleźli wczoraj nurkowie. Wieczorem na miejsce katastrofy rządowym samolotem udały się rodziny siedmiu ofiar tragicznego zderzenia z tankowcem

Na Morzu Północnym, gdzie zatonął polski jacht, był wczoraj sztorm. Mimo to rano nurkom udało się zejść pod wodę w miejscu, gdzie za pomocą sonaru zlokalizowano wrak.

- Nie ma wątpliwości, to są "Bieszczady". Nurkowie zauważyli we wraku trzy ciała - powiedział nam Carsten Munk z ratownictwa morskiego w Danii.
Około południa nurkowie znów zeszli pod wodę. Udało im się wydobyć trzy ciała. Nie znaleziono śladu pozostałych, dwóch zaginionych osób.
Przypomnijmy, że pierwsze dwie ofiary odnaleziono bezpośrednio po katastrofie.



16-17.09.2000 r. - Gazeta Wyborcza (Gdańsk)
Pogrzeb na duńskiej plaży
Pożegnanie "Bieszczad"
Nieopodal Thyboron, na brzegu Morza Północnego, rodziny polskich żeglarzy z zatopionego jachtu "Bieszczady" pożegnały wczoraj swoich bliskich.

Sztormowa pogoda nie pozwoliła, jak planowano wcześniej, popłynąć na miejsce katastrofy. Ceremonię pożegnalną urządzono na plaży niedaleko portu.
W katastrofie zginęło siedem osób, które popłynęły w rejs zorganizowany przez ZHP. W niedzielę rano ich jacht zderzył się z tankowcem. Uratowano jedynie 19-letnią dziewczynę. Dwie inne osoby, które wtedy wydobyto z morza, były już martwe. W środę na prośbę polskiego rządu duńska marynarka wojenna wznowiła poszukiwania. Nie było już szans na znalezienie żywych rozbitków, szukano ciał. Według relacji nurków, którzy schodzili pod wodę, z jachtu została zaledwie przednia część. Tam znaleziono trzy ciała. W czwartek ogłoszono koniec poszukiwań. Odnalezienie zwłok dwóch pozostałych członków załogi uznano za niemożliwe.

Wczoraj po południu, mimo sztormu, do swojego macierzystego portu popłynął także trałowiec duńskiej marynarki wojennej "Svaerdfisken", który przez dwa dni prowadził poszukiwania ciał. Na prośbę załogi zatrzymano się na miejscu katastrofy. Kapitan Peter Krogh odczytał krótki fragment Biblii. Minutą ciszy uczczono pamięć zmarłych. Potem z morza zabrano boję, która od kilku dni oznaczała miejsce katastrofy.

Od teraz miejsce spoczynku jachtu jest tajemnicą, nie będzie też zaznaczone na żadnej ogólnodostępnej mapie.



Kochani! 

Proszę poczekajcie z wskazywaniem winnych do orzeczenia IZBY MORSKIEJ. 

Miałem nic nie pisać, ale gdy widzę Wasze spekulacje oparte w dużej 
części na artykułach głupawych gazet to mi ręce opadają. 

Byłem bardzo blisko wszystkiego i nie mam śmiałości mówić kto jest 
winny, bo jest w tym wypadku tyle rzeczy które się po prostu w mojej 
głowie nie mieszczą. 

Poniżej krótkie kalendarium rejsu drużynowych i funkcyjnych ZHP 
(większość załóg to harcerze) na ZJAWIE i BIESZCZADACH 


030900 Nie 
~1800 Załogi BIESZCZAD i ZJAWY wyjeżdżają z Gdyni autokarem do Cuxhaven 
Jedziemy razem par godzin... z jednymi się już znamy... 
z innymi właśnie poznajemy... rozmawiamy... żartujemy... śpiewamy, 
rozmawiamy o naszych planach... marzeniach... tęsknotach... 
040900 Pon 
~1300 Zaokrętowano załogi, ZJAWA stoi w rybackim, BIESZCZADY w jachtowym 

BIESZCZADY utrzymują z nami kontakt UKF, mają kłopoty z silnikiem 
~1900 pożyczają od nas narzędzia potrzebne do naprawy 
~2100 załogant z BIESZCZAD przyjeżdża na ZJAWĘ skorzystać z imadła: 
bendiks przy rozruszniku silnika był mechanicznie zacięty i cewka 
po uruchomieniu silnika nie odciągała ząbków. 
Udało się przywrócić sprawność tego elementu. 
~2200 BIESZCZADY meldują przez UKF: sprawność silnika oraz ze względu 
na zmęczenie załogi chęć wyjścia jutro z wieczornym, a nie jak 
ZJAWA z porannym piwem. 

050900 Wt 
0710 ZJAWA wychodzi z Cuxhaven 
1435 ZJAWA cumuje w Helgoland 
~1700 BIESZCZADY wychodzą z Cuxhaven 

060900 Śr 
~0130 BIESZCZADY wchodą do Helgoland (na silniku) 
Wachta pokładowa ZJAWY nie zauważyła, żeby BIESZCZADY
nie miały świateł nawigacyjnych ^^^ ^^^ 
~1300 Przekazano na BIES o zauważeniu czerwonych 
rakiet (sygnał wezwania pomocy) i prosi o potwierdzenie. 
Zgłasza się 5 może 6 statków potwierdzając zobaczenie rakiet. 

0500 ZJAWA jest na pozycji 55°43'0N 007°18'2E 

~0505 Duńskie radio nadaje sygnał MYDAY - RELAY wezwania pomocy 
przez kuter rybacki na przypuszczalnej pozycji 
56°36'81N 07°31'xxE - 8 osób w wodzie 

Naniosłem podaą pozycję na mapę, stwierdziłem że jest to pół dnia 
drogi ode mnie. Cała sprawa w tym momencie wydawała mi się 
strasznie odległa zarówno fizycznie jak i psychicznie 
(emocjonalnie). Co prawda zdziwiło mnie dlaczego na kutrze rybackim 
było aż tyle osób, przez moment przemknęła mi myśl że byli na nim 
turyści, ale szybko przypomniałem sobie że jest środek nocy, więc 
nie rozwiązawszy tej zagadki wróciłem na pokład zarzuciwszy 
dalsze notowanie szczegółów akcji ratunkowej zwłaszcza że rozmowy 
toczyły się w dużej części po duńsku. 

0800 Zdając wachtę przekazałem III oficerowi informacje o prowadzonej 
akcji i poszedłem do koi spać 

0920 Zwlekli mnie z koi, bo goni nas jakiś statek, wywołuje naszą 
pozycję - 56°03'1N 07°18'8E 
Wyrwany ze snu myślałem, że wjechali na akwen wojskowy, 
albo jakimś cudem są już na akwenie poszukiwań. 
Odpowiadam na wywołanie statku 
on na to że jest taka kłopotliwa sprawa bo by tu wypadek 
ja że wiem o wypadku kutra i czy w czym przeszkadzam 
on że skąd. Zapytali, czy wiemy o jakiś jachtach w pobliżu. 
Dopiero wiadomość, że ZJAWA i BIESZCZADY 
mają jednego właściciela wywołuje kłopotliwą ciszę 
po której pojawia się prośba, by czekać 1/2h, a on skontaktuje 
się z Ambasadą RP... 

1830 NORDSOEN znowu dzwoni zasypuje nas samymi ogólnymi wiadomościami. 
Znowu wszystkie argumenty przechodzą bez wrażenia, aż 
powiedziałem, że mam LISTĘ ZAŁOGI BIESZCZAD i tym razem zapada 
kłopotliwa cisza znowu poprosi o 1/2h na kontakt z ambasadą 

1900 NORDSOEN prosi nas o to, że zabiorą mnie na swój statek do wyjaśnienia. 

* ...zgrabiałe ręce nie chciały chwytać drabinek, więc 
* wdrapywała się oplatając taśmy wokół nadgarstków... 
* ...w tratwie znalazła rakiety najpierw odpaliła po kolei dwie 
* czerwone, potem zobaczyła, że kuter jedzie na nią z dużą 
* prędkością, więc bojąc się ponownego rozjechania odpaliła flarę, 
* ta się szybko skończyła... 
* ...próbowała odpalić kolejną rakietę, ale ona poleciała w 
* przeciwnym niż chciała kierunku... 
* ...trzymając w ręku drugą flarę miała już pewność że rybak jedzie 
* do niej... 
* 
* ...Rybacy ubrali ją w suche ubrania i pływała z nimi, aż do 10, 
* gdy zabrał ją helikopter. 

2130 Powrót na ZJAWĘ - ciężki kawałek chleba... 
Gdy dobijaliśmy motorówką do burty ZJAWY cała załoga stała z 
oczami pełnymi nadziei... 
...wszyscy patrzyli na mnie... 
a wreszcie cisze przerwało pytanie: Czy to BIESZCZADY? 
Wystarczyło że lekko skinąłem głową nic więcej nie musiałem 
mówić... 

[...] 
180900 Pon 
0200 ZJAWA wchodzi do Świnoujścia 


Wiktor Wróblewski 
II Oficer s/y ZJAWA IV 


Orzeczenie Izby Morskiej
z dnia 20 września 2001 r.

Izba Morska przy Sądzie Okręgowym w Gdańsku z siedzibą w Gdyni w składzie:
/.../
po rozpoznaniu na rozprawie w dniach: 26, 27 i 28.06, 06.07 i 06.09.2001 r., w obecności Delegatów Ministra Transportu i Gospodarki Morskiej sprawy zderzenia m/v LADY ELENA z s/y BIESZCZADY na Morzu Północnym w dniu 10.09.2000 r. i wskutek tego zatonięcia jachtu oraz utonięcia sześciu żeglarzy i zaginięcia jednego:
orzeka

  1. Przyczyną zderzenia m/v LADY ELENA z s/y BIESZCZADY w dniu 10 września 2000 r. ok. godz. 0524 na pozycji 56°35"8N, 007°28"4E przy wietrze W ok. 5°B, stanie morza 4 i bardzo dobrej widzialności; wskutek czego jacht - rozbity od strony prawej burty gruszką dziobową gazowca - zatonął i utonęli: kpt. jacht. Lech Łuczak, st. jacht. Artur Bogusz, st. jacht. Arkadiusz Jakubiszyn, st. jacht. Tomasz Brus, st. jacht. Paweł Romaniuk i żegl. jacht. Rafał Makowski, a zaginął żegl. jacht. Tomasz Malinowski;

    była nienależyta obserwacja na obydwu statkach, skutkująca, w przypadku s/y BIESZCZADY złą oceną sytuacji i zmianą kursu na prowadzący do zderzenia, a w przypadku m/v LADY ELENA spóźnionym podjęciem działań zapobiegających zderzeniu;

  2. Winę za wypadek ponoszą:

    1. s/y BIESZCZADY w 70 % przez to, że:

      • nie pokazywał świateł burtowych;
      • ok. godz. 0512 zmienił kurs z ok. 010° na ok. 174° - przecinający kurs m/v LADY ELENA - i przeszedł mu przed dziobem z prawej na lewą burtę w odległości ok. 5 kbl, a następnie zaczął wykonywać zwrot przez sztag żeby wrócić na kurs 010°
      • w czasie wykonywania tego zwrotu przeszedł blisko przed dziobem m/v LADY ELENA z lewej na prawą burtę, a bezpośrednio po przejściu linii wiatru odpadł do fordewindu i żeby wrócić na zamierzony kurs, kontrując, wszedł pod dziób m/v LADY ELENA.

    2. m/v LADY ELENA w 30%, ponieważ ok. godz. 0515 nie wykryto z niego światła rufowego s/y BIESZCZADY.

  3. m/v LADY ELENA po zderzeniu zachował się nieprawidłowo, dlatego że nie zastosował się do instrukcji armatora "człowiek za burtą" i manewr powrotu na miejsce wypadku rozpoczął dopiero o godz. 0546.

  4. Reflektor radarowy zainstalowany na s/y BIESZCZADY nie spełniał wymogów bezpieczeństwa żeglugi statków morskich i bezpieczeństwa życia na morzu, przy czym nie ma polskich przepisów normujących wymagania w zakresie budowy i instalowania reflektorów radarowych dla jachtów o długości do 24 m.

  5. Kosztami postępowania wynoszącymi 4594,77 zł (cztery tysiące pięćset dziewięćdziesiąt cztery złote siedemdziesiąt siedem groszy) obciąża armatora s/y BIESZCZADY - Centrum Wychowania Morskiego w Gdyni.
Pełny tekst "Orzeczenia Izby Morskiej" w pliku PDF (632 kB)

Sprawozdanie z badań i wnioski

Analizie poddano: opinię kryminalistyczną z zakresu badań mechanoskopijnych EM - 01/2001 dotyczącą szczątków s/y BIESZCZADY

akta główne sprawy V Ds. 121/00 tom V i VI

W celu: odpowiedzenia na następujące pytania:

  1. Czy można ustalić kierunek i miejsce zderzenia się s/y BIESZCZADY z inną jednostką?
  2. Czy jednostką tą był statek bandery Hong Kong m/v LADY ELENA
Rekonstrukcja kolizji

Na podstawie stwierdzonych śladów należy wnioskować, że w prawą burtę s/y BIESZCZADY uderzyła gruszka dziobowa statku (ślady na szczątkach burty oznaczone nr 43, 44 oraz 45) z kierunku prostopadłego lub zbliżonego do prostopadłego do jego osi.

  1. Faza pierwsza: uderzenie gruszki w prawą burtę nastąpiło pomiędzy granicą linii wodnej jachtu, a listwa nadburcia w okolicy wręgu 12. W wyniku tego nastąpiło rozdarcie burty. Na początku odłamał się fragment poszycia burty oznaczony nr 43, poderwała się listwa nadburcia od strony dziobu i wygięła się aluminiowa szyna od kipy prawego szota foka.

  2. Faza druga: zagłębiająca się w głąb Bieszczad gruszka statku, łamie pod naporem prawą burtę na coraz większej powierzchni, rozrywa pokład główny, ścianę nadbudówki i pokład nadbudówki aż do grodzi wzdłużnej rozdzielającej kabinę nawigacyjną od zejściówki.

  3. Faza trzecia: górna powierzchnia gruszki najpierw podrywa a następnie wygina pokład nadbudówki i odrywa ten element (część oznaczona nr 1) od pozostałej części jachtu (LB). Wtłaczająca się gruszka we wnętrze jachtu na swej szerokości rozrywa więc jacht na część górną (pokład nadbudówki) i część dolną (balast).

  4. Faza czwarta: niezniszczona część lewej burty jachtu prawdopodobnie z balastem gwałtownie zaczyna tonąć coraz bardziej dostając się pod gruszkę statku.

    W tej fazie kolizji najprawdopodobniej powstają ślady na spodzie stołu nawigacyjnego i jego boku.

Rekonstrukcja kolizji przy współudziale m/v LADY ELENA

W wyniku badań i analizy zaistniałej katastrofy morskiej stwierdzono następującą zgodność zaistniałego zdarzenia:

  1. Na akwenie na którym doszło do kolizji płynął jacht BIESZCZADY, gazowiec LADY ELENA oraz statek rybacki ROYAL KENT.
  2. m/v LADY ELENA wyposażony jest w tzw. gruszkę dziobową, a więc element konstrukcyjny statku jaki uderzył w s/y BIESZCZADY.
  3. Zdarcie (odwarstwienie) powłoki lakierniczej w różnych miejscach na gruszce statku świadczą o głębokiej penetracji gruszki statku z inną jednostką.
  4. Wysokość s/y BIESZCZADY (wysokość boczna: 3,14 m) jest mniejsza od wysokości gruszki m/v LADY ELENA (4,8 m).
  5. Odwarstwione ślady powłok. lakierniczych na gruszce statku i nawarstwione ślady lakiernicze na szczątkach s/y BIESZCZADY.
  6. Na części dziobowej m/v LADY ELENA pod zewnętrzną powłoką lakierniczą barwy bordowej występuje biała powłoka. Prawdopodobnie pod bordową farbą występuje też warstwa lakiernicza barwy szarej (widoczne na zdjęciach gruszki). Przytoczone powyżej barwy powłok. lakierniczych odpowiadają nawarstwionym barwą na szczątkach s/y BIESZCZADY.
  7. W celu oceny czy do kolizji s/y BIESZCZADY doszło z m/v LADY ELENA porównano ich parametry geometryczne. W tym celu wykonano stosowne szkice tych jednostek w tej samej skali. Na podstawie przeprowadzonej analizy dokonano symulacji zderzenia:
  • Faza pierwsza - moment zderzenia PB, okolica wręgu 12.
  • Faza druga - rozbicie burty, rozrywanie pokładu głównego, ściany nadbudówki i pokładu nadbudówki.
  • Faza trzecia - poderwanie, wygięcie i oderwanie pokładu nadbudówki od pozostałej (nie rozbitej) części jachtu.
  • Faza czwarta - gwałtowne tonięcie.
Na podstawie przeprowadzonej analizy materiału zebranego w sprawie V Ds. - 121/2000 do dnia 24 sierpnia 2001 r. (tom 1 - 6) należy wnioskować, że s/y BIESZCZADY został rozbity od strony prawej burty w wyniku uderzenia gruszki dziobowej m/v LADY ELENA.

Wnioski

Po przeprowadzeniu stosownych badań i analizy materiału zebranego w sprawie V Ds. 121/2000 do dnia 24 sierpnia 2000 r. stwierdzono, że:

  • W prawą burtę s/y BIESZCZADY pomiędzy granicą linii wodnej jachtu, a listwą nadburcia w okolicy wręgu 12 z kierunku prostopadłego do jego osi lub zbliżonego, uderzyła gruszka dziobowa statku.
  • s/y BIESZCZADY został rozbity od strony prawej burty w wyniku uderzenia gruszki dziobowej m/v LADY ELENA.
Pełny tekst w pliku PDF (580 kB)


Uchylone orzeczenie w sprawie zatonięcia s/y Bieszczady
14.06.2002 13:28, PAP

Odwoławcza Izba Morska uchyliła w czwartek orzeczenie pierwszej instancji o przyczynach zatonięcia jachtu "Bieszczady". W tragedii, do której doszło we wrześniu 2000 roku, zginęło siedmiu żeglarzy.

Konieczność ponownego rozpatrzenia przyczyn zatonięcia jachtu Odwoławcza Izba Morska uzasadniła tym, że izba pierwszej instancji nie rozpatrzyła należycie wszystkich okoliczności tragedii.

Od pierwszego orzeczenia w tej sprawie apelacje wniosły rodziny żeglarzy, którzy zginęli w katastrofie, właściciel jachtu - Centrum Wychowania Morskiego ZHP, oraz armator statku "Lady Elena".

Według gdyńskiej Izby, izba pierwszej instancji przede wszystkim nie podała dokładnie powodów, dla których określiła stopień winy za wypadek załogi "Bieszczad" i tankowca "Lady Elena", z którym zderzyła się polska jednostka.

"Izba pierwszej instancji przyjmując, że jacht +Bieszczady+ ponosi winę za wypadek w 70 proc., a +Lady Elena+ w 30 proc., nie wskazała w uzasadnieniu zaskarżonego orzeczenia względów, jakimi kierowała się, decydując na taki, a nie inny podział winy" - powiedział w uzasadnieniu przewodniczący składu sędziowskiego Andrzej Chmielewski.

W opinii Okręgowej Izby Morskiej, należy wskazać kto osobiście odpowiada za tragedię jachtu, niezależnie od tego, czy osoby te jeszcze żyją.

"Uznanie winy statków, które uczestniczyły w zderzeniu, stwarza faktyczne domniemania winy ich załóg. Zważywszy, że za niewłaściwym zachowaniem się statków kryje się z reguły zachowanie człowieka, (...) rezultat tej oceny powinien znaleźć swoje odbicie w sentencji orzeczenia, jeżeli zachowanie się to było przyczyną lub współprzyczyną wypadku" - orzekła w piątek Izba.

Według Okręgowej Izby Morskiej, personalne określenie winy za katastrofę może pomóc uniknąć w przyszłości takich nieszczęść.

"U podstaw konieczności wskazania w orzeczeniu osoby lub osób, jej lub ich zachowania się pozostającego w związku przyczynowym z wypadkiem, leży wzgląd na prewencję ogólną tj. zapobieganie wypadkom. Unaocznia bowiem innym osobom, w szczególności pełniącym takie same funkcje na statkach, jakie zachowanie się jest niewłaściwe" - mówił sędzia Chmielewski.

Satysfakcji z uchylenia orzeczenia nie kryła jedyna uratowana osoba z jachtu - Małgorzata Kądzielewska z Łodzi. "Jestem zadowolona, myślę, że za drugim razem ta sprawa będzie lepiej rozpatrzona. Ja nie mam sobie nic do zarzucenia i nie muszę się o nic martwić" - powiedziała dziennikarzom.

Z kolei według Marianny Bogusz z Legnicy, której jedyny 26-letni syn zginął na jachcie, gdyby izba pierwszej instancji precyzyjniej zbadała sprawę, nie byłoby uchylenia jej orzeczenia. "Nie musiało do tego dojść, gdyby było więcej wnikliwości w tej sprawie, to jest tylko przeciąganie. Ważne jest osobowe wskazanie winy" - mówiła.

We wrześniu 2001 roku gdyńska Izba Morska uznała, że przyczyną tragedii była zła obserwacja, zarówno na tankowcu "Lady Elena", jak i na jachcie "Bieszczady". Zdaniem Izby, błąd jachtu polegał m.in. na niepokazaniu świateł burtowych i nieprawidłowej zmianie kursu tuż przed wypadkiem. Tankowiec z kolei za późno dostrzegł polską jednostkę.

Izba Morska uznała też, że "Lady Elena" nie rozpoczęła na czas akcji ratunkowej.

Jacht "Bieszczady" zatonął 10 września 2000 r. na Morzu Północnym u wybrzeży Danii. Jednostka została staranowana przez hongkoński tankowiec "Lady Elena" płynący do Rotterdamu. W katastrofie zginęło siedmiu żeglarzy jachtu. Ocalała jedynie 19-letnia mieszkanka Łodzi.

Należące do Centrum Wychowania Morskiego ZHP "Bieszczady" odbywały rejs stażowo-szkoleniowy. Załoga wyruszyła w morze 4 września z miejscowości Cuxhaven. Żeglarze mieli przez Helgoland i Kopenhagę dopłynąć 18 września do Świnoujścia.



Postępowanie odroczone
04.03.2003 12:38

Z powodu choroby głównego świadka Małgorzaty K. Izba Morska w Gdyni odroczyła dzisiaj postępowanie ws. przyczyn zatonięcia jachtu "Bieszczady". W tragedii, do której doszło we wrześniu 2000 roku, zginęło siedmiu żeglarzy.

22-letnia Małgorzata K. z Łodzi jest jedyną osobą z jachtu, która uszła z życiem z katastrofy. Ze zwolnienia lekarskiego dostarczonego przez jej pełnomocnika Adama Meszczyńskiego wynika, że nie może ona brać udziału w postępowaniu przed Izbą przez najbliższe 2-3 miesiące. Cierpi bowiem na depresję i stany lękowe.

Izba Morska nakazała pełnomocnikowi Małgorzaty K. w ciągu 10 dni dostarczyć opinię ws. jej zdrowia wydaną przez lekarza sądowego. Adwokat ma też spotkać się z nią osobiście i ustalić, czy ma zamiar uczestniczyć w rozprawach i domagać się zawieszenia postępowania do czasu powrotu do pełnej dyspozycji.

W trakcie posiedzenia rodziny ofiar z jachtu "Bieszczady" zażądały wykluczenia z postępowania zastępcy delegata ministra infrastruktury Bohdana Prusinkiewicza. Zarzuciły mu stronniczość.

- Podczas pierwszego postępowania przed Izbą przez ponad godzinę rozwodził się nad tym, czy na jachcie była instrukcja obsługi akumulatora, a w ogóle nie interesował się odpowiedzialnością za wypadek załogi tankowca (z którym jacht się zderzył - PAP) - powiedział jeden z autorów wniosku, Dariusz Malinowski.

Izba Morska nie rozpoznała jednak tego wniosku, argumentując, że jedyne prawo do decyzji o ewentualnym wykluczeniu przedstawiciela ministerstwa mają jego przełożeni. (PAP)


Made in Macintosh
Teksty opracowane według szanty.art.pl, pl.rec.zeglarstwo i innych
Sformatował Jerzy Sychut