Zatonięcie s/y BIESZCZADY
w dniu 10 września 2000 r. |
|
11.09.2000 - Rzeczpospolita (Gdańsk)
Tragedia u wybrzeży Danii Jedna osoba uratowana Tankowiec zatopił "Bieszczady" Polski jacht "Bieszczady" zatonął w niedzielę rano 20 mil morskich od północno - zachodnich wybrzeży Danii. Został staranowany przez tankowiec udający się do Rotterdamu. Duńska policja nie podała wczoraj nazwy tankowca. Z ośmioosobowej załogi 14-metrowego jachtu uratowano jedną kobietę - 19-letnią Małgorzatę Kądzielewską z Łodzi. Wyłowiono też dwa ciała - jedna z wyłowionych wczoraj ofiar to najprawdopodobniej kapitan jachtu. Do zmroku poszukiwano dalszych pięciu członków załogi, ale szansę na przeżycie rozbitków oceniono jako "prawie żadne". Akcję ratunkową prowadzi Duńskie Centrum Ratownictwa Morskiego. Szef operacji ratowniczej tego ośrodka, Alex Jensen, powiedział "Rz", że polski jacht zatonął po kolizji błyskawicznie. Małgorzata Kądzielewska - według jej relacji - po zderzeniu z tankowcem znalazła się pod wodą, a gdy wypłynęła na powierzchnię, nie było już widać żadnej części jednostki. Ratunek zawdzięcza temu, że otworzyła się jedna z tratw ratowniczych. Morze w rejonie katastrofy było wczoraj stosunkowo spokojne. Wiał zachodni wiatr z prędkością 10 m na sekundę. W operacji ratunkowej uczestniczyło kilka helikopterów, statków ratowniczych oraz łodzi rybackich. 11.09.2000 r. - Dziennik Bałtycki Gdyński jacht zatonął u wybrzeży Danii Zderzenie z kolosem Dwie osoby zginęły, pięć uważa się za zaginione, a tylko jedną uratowano z katastrofy polskiego jachtu u wybrzeży Danii. Do chwili zamknięcia tego wydania "Dziennika" jedyną uratowaną osobą byle 19-letnia Małgorzata Kądzielewska z Łodzi. Jacht "Bieszczady", należący do Centrum Wychowania Morskiego Związku Harcerstwa Polskiego w Gdyni, zatonął w niedzielę nad ranem na skutek zderzenia z większą jednostką. 12.09.2000 r. - Komunikat KG ZHP Trwa akcja poszukiwawcza Nadal trwa akcja poszukiwawcza pięciu zaginionych członków załogi jachtu Bieszczady, który uległ zderzeniu z tankowcem w niedzielę rano. Samolot rządowy stoi do dyspozycji rodzin zaginionych osób. Decyzję o wylocie podejmiemy wraz z Ministerstwem Spraw Zagranicznych, Kancelarią Premiera i rodzinami zaginionych w zależności od efektów akcji poszukiwawczej. Jacht "Bieszczady" zatonął w niedzielę rano po kolizji ze statkiem "Lady Elena" płynącym pod banderą Hong-Kongu. Po sygnale nadanym przez Małgorzatę Kądzielewską do akcji ratunkowej przystąpiły duńskie kutry rybackie i służby ratownicze. Do tej pory, oprócz szczęśliwie uratowanej, która już wróciła do Polski, udało się wyłowić ciała dwóch innych ofiar tragedii: Leszka Łuczaka i Arkadiusza Jakubiszyna. 13.09.2000 r. - Gazeta Wyborcza (Gdańsk) Tragedia "Bieszczadów" cd. Kto zawinił? U wybrzeży Danii nurkowie dziś rano mieli rozpocząć poszukiwania wraku jachtu "Bieszczady". Prokuratura wszczęta wczoraj śledztwo w sprawie katastrofy, w której zginęło siedmiu Polaków Trałowiec duńskiej marynarki wojennej wyruszył wczoraj do miejsca katastrofy jachtu u zachodnich wybrzeży Danii. Na pokładzie ma sprzęt do poszukiwań pod wodą oraz dziewięciu nurków. Trałowcowi towarzyszy mały statek pomocniczy MSF 2 wyposażony w sonar, pozwalający na badanie dna morza. Nie ma już nadziei na odnalezienie żywych rozbitków. Duńska ekspedycja wyruszyła po staraniach premiera Jerzego Buźka, który specjalnie dzwonił w poniedziałek do premiera Danii. - Celem jest zlokalizowanie wraku i wydobycie ciał - powiedział nam wczoraj oficer dyżurny duńskiego Centrum Koordynacji Ratownictwa Morskiego. - Akcja potrwa kilka dni. Wrak leży na głębokości 30 metrów. Nie wiadomo, czy rozsypał się na kawałki, czy też zachowała się jakaś większa część kadłuba. Tymczasem w Rotterdamie przesłuchano wczoraj kapitana i oficera wachtowego tankowca "Lady Elena", który staranował jacht. Przy rozmowie obecny był przedstawiciel polskiego MSZ. O protokół z tego przesłuchania wystąpił już gdański prokurator Mirosław Puto, który rozpoczął śledztwo w sprawie katastrofy. 14.09.2000 r. - Dziennik Baltycki Katastrofa Szukają pod wodą Wczoraj duńscy ratownicy zlokalizowali dokładne położenie wraku jachtu "Bieszczady", który w niedzielę rano zatonął z ośmioosobową załogą na pokładzie po zderzeniu z tankowcem "Lady Elena" niedaleko wybrzeży Danii. Dotychczas, już w pierwszych godzinach akcji ratowniczej, uratowano jedną osobę - 19-letnią łodziankę Małgorzatę Kądzielewską oraz wydobyto dwa ciała. Duńscy ratownicy rozpoczęli wczoraj przy pomocy płetwonurków poszukiwania pod wodą, gdzie we wraku jachtu mogą spoczywać ciała pozostałych pięciu zaginionych członków załogi. Tymczasem, mimo wcześniejszych zapowiedzi, na miejsce tragedii nie wyleciały jeszcze rodziny ofiar. 14.09.2000 r. - Rzeczpospolita (Gdańsk) Katastrofa Jacht "Bieszczady" Wrak odnaleziony Duńskie służby ratownicze zlokalizowały wrak jachtu "Bieszczady" - poinformował Waldemar Mieczkowski, szef Centrum Wyszkolenia Morskiego ZHP, do którego należała zatopiona jednostka. Jacht leży na głębokości około 30 metrów. Ratownicy przygotowywali się do zejścia pod wodę i dalszych poszukiwań. Trudno określić, ile może potrwać akcja. - Wszystko zależy od stopnia zniszczeń i warunków panujących na morzu - powiedział "Rz" inspektor Kazimierz Świtała, koordynujący w Polskim Ratownictwie Okrętowym pracę nurków. /.../ - Zależy nam na odnalezieniu i wydobyciu ciał. CWM z powodów finansowych nie zamierza wydobywać samego jachtu - poinformował Mieczkowski. Duńczycy podjęli akcję poszukiwawczą po rozmowie premiera Jerzego Buźka z premierem Danii Poulem Nyrupem Rasmussenem. Buzek podziękował wczoraj listownie' Rasmussenowi za szybką reakcję na prośbę o pomoc. - Przekazałem pana kondolencje rodzinom ofiar. Jest takie stare polskie powiedzenie: prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie. Dziękuję z całego serca - napisał polski premier. Od rezultatów akcji jest uzależniony termin wyjazdu do Danii rodzin ofiar katastrofy W sobotę, jak poinformował ZHP mają wyjechać rodziny kapitana jachtu Lecha Ł. z Gdyni i Arkadiusza J. z Żar, których ciała odnaleziono tuż po wypadku. Jedyna ocalała z katastrofy 19-letnią łodzianka Małgorzata Kądzielewska powróciła już do Polski. W Holandii przesłuchano kapitana i oficera wachtowego tankowca "Lady Elena", który w niedzielę staranował polski jacht z 8-osobową załogą na pokładzie. 15.09.2000 r. - Dziennik Baltycki Wydobyto ciała Wczoraj duńskim nurkom udało się dotrzeć do wraku jachtu "Bieszczady", zatopionego w niedzielę rano na Morzu Północnym u wybrzeży Danii po zderzeniu z tankowcem "Lady Elena". Ze środka wraku udało się wydobyć trzy ciała zaginionych członków załogi jachtu. Nadal nie wiadomo, gdzie znajdują się dwa pozostałe ciała. Po wydobyciu ciał rozbitków trałowcem przewieziono je do portu Thyboroen. Stamtąd planuje się przewieźć je na posterunek policji w Holstebro, gdzie odbędzie się identyfikacja. 15.09.2000 r. - Gazeta Wyborcza (Gdańsk) We wraku nie ma już ciał Koniec poszukiwań Ciała kolejnych trzech zaginionych członków załogi jachtu "Bieszczady" odnaleźli wczoraj nurkowie. Wieczorem na miejsce katastrofy rządowym samolotem udały się rodziny siedmiu ofiar tragicznego zderzenia z tankowcem Na Morzu Północnym, gdzie zatonął polski jacht, był wczoraj sztorm. Mimo to rano nurkom udało się zejść pod wodę w miejscu, gdzie za pomocą sonaru zlokalizowano wrak. - Nie ma wątpliwości, to są "Bieszczady". Nurkowie zauważyli we wraku trzy ciała - powiedział nam Carsten Munk z ratownictwa morskiego w Danii. Około południa nurkowie znów zeszli pod wodę. Udało im się wydobyć trzy ciała. Nie znaleziono śladu pozostałych, dwóch zaginionych osób. Przypomnijmy, że pierwsze dwie ofiary odnaleziono bezpośrednio po katastrofie. 16-17.09.2000 r. - Gazeta Wyborcza (Gdańsk) Pogrzeb na duńskiej plaży Pożegnanie "Bieszczad" Nieopodal Thyboron, na brzegu Morza Północnego, rodziny polskich żeglarzy z zatopionego jachtu "Bieszczady" pożegnały wczoraj swoich bliskich. Sztormowa pogoda nie pozwoliła, jak planowano wcześniej, popłynąć na miejsce katastrofy. Ceremonię pożegnalną urządzono na plaży niedaleko portu. W katastrofie zginęło siedem osób, które popłynęły w rejs zorganizowany przez ZHP. W niedzielę rano ich jacht zderzył się z tankowcem. Uratowano jedynie 19-letnią dziewczynę. Dwie inne osoby, które wtedy wydobyto z morza, były już martwe. W środę na prośbę polskiego rządu duńska marynarka wojenna wznowiła poszukiwania. Nie było już szans na znalezienie żywych rozbitków, szukano ciał. Według relacji nurków, którzy schodzili pod wodę, z jachtu została zaledwie przednia część. Tam znaleziono trzy ciała. W czwartek ogłoszono koniec poszukiwań. Odnalezienie zwłok dwóch pozostałych członków załogi uznano za niemożliwe. Wczoraj po południu, mimo sztormu, do swojego macierzystego portu popłynął także trałowiec duńskiej marynarki wojennej "Svaerdfisken", który przez dwa dni prowadził poszukiwania ciał. Na prośbę załogi zatrzymano się na miejscu katastrofy. Kapitan Peter Krogh odczytał krótki fragment Biblii. Minutą ciszy uczczono pamięć zmarłych. Potem z morza zabrano boję, która od kilku dni oznaczała miejsce katastrofy. Od teraz miejsce spoczynku jachtu jest tajemnicą, nie będzie też zaznaczone na żadnej ogólnodostępnej mapie. |
Kochani! Proszę poczekajcie z wskazywaniem winnych do orzeczenia IZBY MORSKIEJ. Miałem nic nie pisać, ale gdy widzę Wasze spekulacje oparte w dużej części na artykułach głupawych gazet to mi ręce opadają. Byłem bardzo blisko wszystkiego i nie mam śmiałości mówić kto jest winny, bo jest w tym wypadku tyle rzeczy które się po prostu w mojej głowie nie mieszczą. Poniżej krótkie kalendarium rejsu drużynowych i funkcyjnych ZHP (większość załóg to harcerze) na ZJAWIE i BIESZCZADACH 030900 Nie ~1800 Załogi BIESZCZAD i ZJAWY wyjeżdżają z Gdyni autokarem do Cuxhaven Jedziemy razem par godzin... z jednymi się już znamy... z innymi właśnie poznajemy... rozmawiamy... żartujemy... śpiewamy, rozmawiamy o naszych planach... marzeniach... tęsknotach... 040900 Pon ~1300 Zaokrętowano załogi, ZJAWA stoi w rybackim, BIESZCZADY w jachtowym BIESZCZADY utrzymują z nami kontakt UKF, mają kłopoty z silnikiem ~1900 pożyczają od nas narzędzia potrzebne do naprawy ~2100 załogant z BIESZCZAD przyjeżdża na ZJAWĘ skorzystać z imadła: bendiks przy rozruszniku silnika był mechanicznie zacięty i cewka po uruchomieniu silnika nie odciągała ząbków. Udało się przywrócić sprawność tego elementu. ~2200 BIESZCZADY meldują przez UKF: sprawność silnika oraz ze względu na zmęczenie załogi chęć wyjścia jutro z wieczornym, a nie jak ZJAWA z porannym piwem. 050900 Wt 0710 ZJAWA wychodzi z Cuxhaven 1435 ZJAWA cumuje w Helgoland ~1700 BIESZCZADY wychodzą z Cuxhaven 060900 Śr ~0130 BIESZCZADY wchodą do Helgoland (na silniku) Wachta pokładowa ZJAWY nie zauważyła, żeby BIESZCZADY nie miały świateł nawigacyjnych ^^^ ^^^ ~1300 Przekazano na BIES o zauważeniu czerwonych rakiet (sygnał wezwania pomocy) i prosi o potwierdzenie. Zgłasza się 5 może 6 statków potwierdzając zobaczenie rakiet. 0500 ZJAWA jest na pozycji 55°43'0N 007°18'2E ~0505 Duńskie radio nadaje sygnał MYDAY - RELAY wezwania pomocy przez kuter rybacki na przypuszczalnej pozycji 56°36'81N 07°31'xxE - 8 osób w wodzie Naniosłem podaą pozycję na mapę, stwierdziłem że jest to pół dnia drogi ode mnie. Cała sprawa w tym momencie wydawała mi się strasznie odległa zarówno fizycznie jak i psychicznie (emocjonalnie). Co prawda zdziwiło mnie dlaczego na kutrze rybackim było aż tyle osób, przez moment przemknęła mi myśl że byli na nim turyści, ale szybko przypomniałem sobie że jest środek nocy, więc nie rozwiązawszy tej zagadki wróciłem na pokład zarzuciwszy dalsze notowanie szczegółów akcji ratunkowej zwłaszcza że rozmowy toczyły się w dużej części po duńsku. 0800 Zdając wachtę przekazałem III oficerowi informacje o prowadzonej akcji i poszedłem do koi spać 0920 Zwlekli mnie z koi, bo goni nas jakiś statek, wywołuje naszą pozycję - 56°03'1N 07°18'8E Wyrwany ze snu myślałem, że wjechali na akwen wojskowy, albo jakimś cudem są już na akwenie poszukiwań. Odpowiadam na wywołanie statku on na to że jest taka kłopotliwa sprawa bo by tu wypadek ja że wiem o wypadku kutra i czy w czym przeszkadzam on że skąd. Zapytali, czy wiemy o jakiś jachtach w pobliżu. Dopiero wiadomość, że ZJAWA i BIESZCZADY mają jednego właściciela wywołuje kłopotliwą ciszę po której pojawia się prośba, by czekać 1/2h, a on skontaktuje się z Ambasadą RP... 1830 NORDSOEN znowu dzwoni zasypuje nas samymi ogólnymi wiadomościami. Znowu wszystkie argumenty przechodzą bez wrażenia, aż powiedziałem, że mam LISTĘ ZAŁOGI BIESZCZAD i tym razem zapada kłopotliwa cisza znowu poprosi o 1/2h na kontakt z ambasadą 1900 NORDSOEN prosi nas o to, że zabiorą mnie na swój statek do wyjaśnienia. * ...zgrabiałe ręce nie chciały chwytać drabinek, więc * wdrapywała się oplatając taśmy wokół nadgarstków... * ...w tratwie znalazła rakiety najpierw odpaliła po kolei dwie * czerwone, potem zobaczyła, że kuter jedzie na nią z dużą * prędkością, więc bojąc się ponownego rozjechania odpaliła flarę, * ta się szybko skończyła... * ...próbowała odpalić kolejną rakietę, ale ona poleciała w * przeciwnym niż chciała kierunku... * ...trzymając w ręku drugą flarę miała już pewność że rybak jedzie * do niej... * * ...Rybacy ubrali ją w suche ubrania i pływała z nimi, aż do 10, * gdy zabrał ją helikopter. 2130 Powrót na ZJAWĘ - ciężki kawałek chleba... Gdy dobijaliśmy motorówką do burty ZJAWY cała załoga stała z oczami pełnymi nadziei... ...wszyscy patrzyli na mnie... a wreszcie cisze przerwało pytanie: Czy to BIESZCZADY? Wystarczyło że lekko skinąłem głową nic więcej nie musiałem mówić... [...] 180900 Pon 0200 ZJAWA wchodzi do Świnoujścia Wiktor Wróblewski II Oficer s/y ZJAWA IV |
|
Orzeczenie Izby Morskiej
z dnia 20 września 2001 r. Izba Morska przy Sądzie Okręgowym w Gdańsku z siedzibą w Gdyni w składzie:orzeka
Pełny tekst "Orzeczenia Izby Morskiej" w pliku PDF (632 kB) |
|
Sprawozdanie z badań i wnioski Analizie poddano: opinię kryminalistyczną z zakresu badań mechanoskopijnych EM - 01/2001 dotyczącą szczątków s/y BIESZCZADY akta główne sprawy V Ds. 121/00 tom V i VI W celu: odpowiedzenia na następujące pytania:
Na podstawie stwierdzonych śladów należy wnioskować, że w prawą burtę s/y BIESZCZADY uderzyła gruszka dziobowa statku (ślady na szczątkach burty oznaczone nr 43, 44 oraz 45) z kierunku prostopadłego lub zbliżonego do prostopadłego do jego osi.
Rekonstrukcja kolizji przy współudziale m/v LADY ELENA W wyniku badań i analizy zaistniałej katastrofy morskiej stwierdzono następującą zgodność zaistniałego zdarzenia:
Wnioski Po przeprowadzeniu stosownych badań i analizy materiału zebranego w sprawie V Ds. 121/2000 do dnia 24 sierpnia 2000 r. stwierdzono, że:
Pełny tekst w pliku PDF (580 kB) |
|
Uchylone orzeczenie w sprawie zatonięcia s/y Bieszczady
14.06.2002 13:28, PAP Odwoławcza Izba Morska uchyliła w czwartek orzeczenie pierwszej instancji o przyczynach zatonięcia jachtu "Bieszczady". W tragedii, do której doszło we wrześniu 2000 roku, zginęło siedmiu żeglarzy. Konieczność ponownego rozpatrzenia przyczyn zatonięcia jachtu Odwoławcza Izba Morska uzasadniła tym, że izba pierwszej instancji nie rozpatrzyła należycie wszystkich okoliczności tragedii. Od pierwszego orzeczenia w tej sprawie apelacje wniosły rodziny żeglarzy, którzy zginęli w katastrofie, właściciel jachtu - Centrum Wychowania Morskiego ZHP, oraz armator statku "Lady Elena". Według gdyńskiej Izby, izba pierwszej instancji przede wszystkim nie podała dokładnie powodów, dla których określiła stopień winy za wypadek załogi "Bieszczad" i tankowca "Lady Elena", z którym zderzyła się polska jednostka. "Izba pierwszej instancji przyjmując, że jacht +Bieszczady+ ponosi winę za wypadek w 70 proc., a +Lady Elena+ w 30 proc., nie wskazała w uzasadnieniu zaskarżonego orzeczenia względów, jakimi kierowała się, decydując na taki, a nie inny podział winy" - powiedział w uzasadnieniu przewodniczący składu sędziowskiego Andrzej Chmielewski. W opinii Okręgowej Izby Morskiej, należy wskazać kto osobiście odpowiada za tragedię jachtu, niezależnie od tego, czy osoby te jeszcze żyją. "Uznanie winy statków, które uczestniczyły w zderzeniu, stwarza faktyczne domniemania winy ich załóg. Zważywszy, że za niewłaściwym zachowaniem się statków kryje się z reguły zachowanie człowieka, (...) rezultat tej oceny powinien znaleźć swoje odbicie w sentencji orzeczenia, jeżeli zachowanie się to było przyczyną lub współprzyczyną wypadku" - orzekła w piątek Izba. Według Okręgowej Izby Morskiej, personalne określenie winy za katastrofę może pomóc uniknąć w przyszłości takich nieszczęść. "U podstaw konieczności wskazania w orzeczeniu osoby lub osób, jej lub ich zachowania się pozostającego w związku przyczynowym z wypadkiem, leży wzgląd na prewencję ogólną tj. zapobieganie wypadkom. Unaocznia bowiem innym osobom, w szczególności pełniącym takie same funkcje na statkach, jakie zachowanie się jest niewłaściwe" - mówił sędzia Chmielewski. Satysfakcji z uchylenia orzeczenia nie kryła jedyna uratowana osoba z jachtu - Małgorzata Kądzielewska z Łodzi. "Jestem zadowolona, myślę, że za drugim razem ta sprawa będzie lepiej rozpatrzona. Ja nie mam sobie nic do zarzucenia i nie muszę się o nic martwić" - powiedziała dziennikarzom. Z kolei według Marianny Bogusz z Legnicy, której jedyny 26-letni syn zginął na jachcie, gdyby izba pierwszej instancji precyzyjniej zbadała sprawę, nie byłoby uchylenia jej orzeczenia. "Nie musiało do tego dojść, gdyby było więcej wnikliwości w tej sprawie, to jest tylko przeciąganie. Ważne jest osobowe wskazanie winy" - mówiła. We wrześniu 2001 roku gdyńska Izba Morska uznała, że przyczyną tragedii była zła obserwacja, zarówno na tankowcu "Lady Elena", jak i na jachcie "Bieszczady". Zdaniem Izby, błąd jachtu polegał m.in. na niepokazaniu świateł burtowych i nieprawidłowej zmianie kursu tuż przed wypadkiem. Tankowiec z kolei za późno dostrzegł polską jednostkę. Izba Morska uznała też, że "Lady Elena" nie rozpoczęła na czas akcji ratunkowej. Jacht "Bieszczady" zatonął 10 września 2000 r. na Morzu Północnym u wybrzeży Danii. Jednostka została staranowana przez hongkoński tankowiec "Lady Elena" płynący do Rotterdamu. W katastrofie zginęło siedmiu żeglarzy jachtu. Ocalała jedynie 19-letnia mieszkanka Łodzi. Należące do Centrum Wychowania Morskiego ZHP "Bieszczady" odbywały rejs stażowo-szkoleniowy. Załoga wyruszyła w morze 4 września z miejscowości Cuxhaven. Żeglarze mieli przez Helgoland i Kopenhagę dopłynąć 18 września do Świnoujścia. Postępowanie odroczone 04.03.2003 12:38 Z powodu choroby głównego świadka Małgorzaty K. Izba Morska w Gdyni odroczyła dzisiaj postępowanie ws. przyczyn zatonięcia jachtu "Bieszczady". W tragedii, do której doszło we wrześniu 2000 roku, zginęło siedmiu żeglarzy. 22-letnia Małgorzata K. z Łodzi jest jedyną osobą z jachtu, która uszła z życiem z katastrofy. Ze zwolnienia lekarskiego dostarczonego przez jej pełnomocnika Adama Meszczyńskiego wynika, że nie może ona brać udziału w postępowaniu przed Izbą przez najbliższe 2-3 miesiące. Cierpi bowiem na depresję i stany lękowe. Izba Morska nakazała pełnomocnikowi Małgorzaty K. w ciągu 10 dni dostarczyć opinię ws. jej zdrowia wydaną przez lekarza sądowego. Adwokat ma też spotkać się z nią osobiście i ustalić, czy ma zamiar uczestniczyć w rozprawach i domagać się zawieszenia postępowania do czasu powrotu do pełnej dyspozycji. W trakcie posiedzenia rodziny ofiar z jachtu "Bieszczady" zażądały wykluczenia z postępowania zastępcy delegata ministra infrastruktury Bohdana Prusinkiewicza. Zarzuciły mu stronniczość. - Podczas pierwszego postępowania przed Izbą przez ponad godzinę rozwodził się nad tym, czy na jachcie była instrukcja obsługi akumulatora, a w ogóle nie interesował się odpowiedzialnością za wypadek załogi tankowca (z którym jacht się zderzył - PAP) - powiedział jeden z autorów wniosku, Dariusz Malinowski. Izba Morska nie rozpoznała jednak tego wniosku, argumentując, że jedyne prawo do decyzji o ewentualnym wykluczeniu przedstawiciela ministerstwa mają jego przełożeni. (PAP) |
|