Postępowanie Izby Morskiej w Szczecinie (sygn. akt 358/80) w sprawie utonięcia dwóch członków załogi oraz porzucenia jachtu RACZYŃSKI II jest zawieszone (postanowieniem z dnia 4 listopada 1981 roku) do czasu powrotu z zagranicy jedynego Polaka z grona członków załogi.


Władysław Bożek
27-29 listopada 1980 r.

Utonięcie dwóch członków załogi s/y RACZYŃSKI II podczas powrotu z regat OSTAR-80


Kapitan Czesław Gogołkiewicz podjął ryzykowną decyzję powrotu do Polski. W tym czasie, gdy "Spaniel II" miał problemy przy brzegach holenderskich z powodu sztormu; "Raczyński II", płynął przez Szelf Labradorski. Wpadł w sztorm o sile przekraczającej 12°B. Załoga pracowała przez całą dobę. Okazało się, że jacht ma przeciek na wale sterowym i dwie osoby musiały ciągle wypompowywać wodę z wnętrza jachtu. Na samym takielunku, jacht ciężko pracował przy bardzo wysokiej fali, osiągającej wysokość powyżej pierwszego salingu.

W nocy, gdy przy sterze stał Francuz Saropa (?), pod pokładem były cztery osoby: Gogołkiewicz, Raczyński, Angielka i I oficer Rysiek - stwierdzili, że jacht dziwnie się zachowuje na fali. Wyglądając przez wejściówkę, stwierdzili brak sternika. Możliwości odszukania zmytego Francuza za burtę, w takich warunkach, były żadne. Wystrzelili flary, sprawdzili w miarę możliwości widnokrąg. Podjęto wszelkie możliwe w tych warunkach działania. Za sterem stanął kapitan. Przypięty do okuć w kokpicie i koła sterowego. Pozostała trójka załogi, na zmianę pracowała wewnątrz nad wypompowaniem wody.

Jacht parę razy położył się na burcie i ku zadowoleniu załogi, podnosił się cały z nieuszkodzonym masztem. Sprawdzali czy kapitan jest za sterem. Był.

Zmęczenie warunkami rejsu zaczęło dawać się we znaki przez osłabienie reakcji na zdarzenia. Po którymś ostrym przechyle jachtu, gdy przez pokład przetoczyła się duża fala i jacht nierówno zaczął pracować na fali, Rysiek, zabezpieczywszy się liną, wyszedł na pokład. Uszkodzenia od fali były duże, koło sterowe miało wyłamane szprychy.

... Nikogo nie było na pokładzie.
Alarm.
Znów próby ratowania, tym razem kapitana.

Wystrzelono białe race, wyrzucono koło ratunkowe. Jak wspomina Rysiek, wydawało mu się, gdy byli na górze fali, że widział Czesława na którejś kolejnej fali. Zaczęli nadawać komunikat "May-day". Zgłosił się statek, który był w pobliżu. Akcja ratownicza była bardzo trudna. Statek podjął jacht na hol a załodze kazali zejść z jachtu. Po kilku godzinach holowania, gdy jacht myszkował za statkiem i nabrał dużo wody, zerwała się lina holownicza. Kapitan statku nie zaryzykował podjęcia ponownej próby holowania z obawy o swój statek.
Szczęśliwie dopłynął do portu, mając na pokładzie tylko trójkę załogi jachtu ...
Władysław Bożek


Made in Macintosh
Tekst opracowany według Jacht.PL
Sformatował Jerzy Sychut