Kupowanie jachtu w Szwecjiz grupy dyskusyjnej pl.rec.zeglarstwo i nieco od siebie |
Sprzedającym bywa starszy człowiek który komputer widział u znajomych lub młodszych członków rodziny. Nigdy nie używał e-mail i aparat cyfrowy zna z opowiadań. Wypada przeto brać pod uwagę trudność korespondencji e-mail lub niespełnienie prośby o przysłanie dodatkowych zdjęć. Sprzedający nie bierze pod uwagę obcokrajowca w roli kupującego, co może być dodatkowym utrudnieniem, albo wręcz uniemożliwia skomunikowanie się i nawet uzyskanie adresu. Szwedzi nie lubią targowania, lecz gdy wskazać zauważone wady i nie czynić tego nachalnie, zgadzają się odpowiednio obniżyć cenę. Niedoinformowanie może być przyczyną roszczeń i odszkodowania z powodu ukrywania wad towaru dlatego sprzedający starają się pokazać większość braków. Na ogół sprzedający Szwedzi godzą się przygotować jacht do kolejnego sezonu. Odbiór z przygotowaniem do rejsu nie zajmą wówczas wiele czasu, tak że tę uprzejmość warto wkalkulować w cenę. Nie można liczyć na więcej niż zadowalającą jakość wykonanej roboty - użyte zostaną najtańsze farby i zrobione zostanie minimum. Kupując używany przedmiot przejmujemy na siebie wszystkie problemy i ukryte wady, przeto bardzo uważnie należy sprawdzać każdy drobiazg. Przed spotkaniem w celu obejrzenia łódki warto przeczytać dostępne informacje techniczne i poznać opinie użytkowników podobnego sprzętu. Należy obejrzeć kadłub wyciągnięty z wody. Drobne uszkodzenia laminatu lub balastu mogą wskazywać na nieodpowiednie traktowanie w przeszłości. Tekowy pokład może przeciekać i właściwie nadaje się do wymiany (60-90 000 koron). Kable elektryczne bywają sczerniałe i należy skalkulować koszty wymiany (metr ocynowanej linki miedzianej 2,5 mm2 kosztuje ~10 koron). Węże oraz przepusty długo nie wytrzymują i nie należy zdziwić się gdy jacht zacznie nabierać wody z powodu ich pęknięć lub korozji. Do negocjacji należy podchodzić bez emocji nawet gdy się jest "zakochanym" w łódce od "pierwszego wejrzenia". Nie zawsze trzeba się rzucać na towar. Trochę w tym loterii i pokera. Nie wolno upierać się przy zakupie tej właśnie łodzi i wdawać w licytacje. Najwyżej nie kupi się jej lecz inną. Kto wie czy za miesiąc nie będzie lepszej okazji. Warto ustalić sobie kryteria "co ma być" i cenę i poza nie w ogóle nie wychodzić. Inaczej kończy się na "a dołożę jeszcze tysiąc, a ten silnik to może mi w kraju naprawią...". Aż takiego ruchu nie ma, oglądając regularnie ogłoszenia niektóre łodzie widuję drugi czy trzeci rok z rzędu. [Jacek Kijewski] s/y Lotta Najpierw należy wyszukać oferty. Zajmuje to, w połączeniu z poznawaniem terminologii w lokalnych narzeczach, kilka miesięcy. Wśród ofert są takie, które "wiszą" bardzo długo, a są takie, które przestają być aktualne po kilku dniach. Czasami trzeba się decydować szybko. Jedna bardzo interesująca Vega (Albin) wisiała w szwedzkim portalu od jesieni. Gdzieś tak w lutym zacząłem się umawiać na oglądanie, ale zima była, śnieg, mróz... W pewnym momencie ta sama oferta pojawiła się w bardziej międzynarodowym (anglojęzycznym) serwisie i dwa dni później dostałem od Szweda maila, że łódka jest sprzedana. Porównując ceny Veg w Szwecji i w Zachodniej Europie (Niemcy, Holandia, Wielka Brytania), ceny szwedzkie są wyraźnie niższe. Na pierwsze maile Szwedzi na ogół odpowiadali. Wysłanie długiej listy pytań (przygotowałem takową) z reguły urywało korespondencję. Dobrze jest zadzwonić - zwykle można się dowiedzieć więcej niż przez maila. Zawsze mogłem dogadać się po angielsku. W końcu wybrałem 7 ofert (6 Veg i jeden Tur 80), umówiłem się z właścicielami i na początku kwietnia (2005) pojechałem w 3 dniowy objazd samochodem. Każda łódka stała oczywiście gdzie indziej, a odległości spore (Bornholm, Karlskrona, Karlstad, Göteborg, Malmö). Przeceniłem swoje siły, nie doceniłem czasu potrzebnego na oglądanie łódek i przejazdy, tak że w końcu udało mi się obejrzeć tylko 4 jachty. Wszystkie oczywiście stały na lądzie. Właściciel "Lotty" na początek poinformował mnie, że tego samego dnia ktoś oglądał łódkę i w zasadzie gotów jest ją kupić, ale ja mam prawo pierwokupu, bo umówiłem się wcześniej. Po takim wstępie nie traktowałem oferty zbyt serio, obejrzałem dość pobieżnie łódkę, i pojechałem dalej. Po przemyśleniu sprawy w drodze powrotnej i po powrocie do domu, skontaktowałem się jednak telefonicznie z właścicielem "Lotty". Dopytałem o różne szczegóły. W kolejnej rozmowie utargowałem 5 tys. kron. Umowę (po angielsku) spisał Szwed (a właściwie jego córka - anglistka), ja wniosłem do umowy parę drobnych poprawek. Podpisane egzemplarze umowy wymieniliśmy pocztą. Przelewem bankowym wpłaciłem zaliczkę (mniej więcej 30% ustalonej ceny). Umowa stwierdzała, że łódkę muszę odebrać między 15 maja a 30 czerwca. Do momentu odbioru dotychczasowy właściciel ponosił odpowiedzialność za łódkę, była również ubezpieczona. Szwed zobowiązany był do przygotowania "Lotty" do rejsu przed moim przyjazdem. Na początku czerwca udało mi się zorganizować ekipę i pojechaliśmy po łódkę. Zgodnie z umowa "Lotta" stała przy pomoście, gotowa do rejsu. Ponieważ kursy kantorowe korony szwedzkiej (w dobrych kantorach) były korzystniejsze niż bankowe, resztę należności przywiozłem w gotowce. Na miejscu, ostrożny Szwed, poprosił jednak bym pieniądze wpłacił na jego konto w banku - udaliśmy się w tym celu razem do pobliskiego miasteczka. Wpłaciłem, podpisaliśmy ze Szwedem kwity i odpłynęliśmy "Lottą" do Górek. Przykrą niespodzianką z "Lotta" miałem jedną, ale za to poważną: silnik. Według zapewnień Szweda silnik (diesel MD6A) miał być w dobrym stanie. Ja tego nie potrafiłem zweryfikować. Okazało się, że silnik był mocno zaniedbany i bardzo wyeksploatowany. Z trudem przechodził sezon. W zimie fachowiec postawił diagnozę: konieczny remont generalny. Kosztowało mnie to dużo czasu, nerwów i pieniędzy. Teraz myślę, że należało zasięgnąć przed zakupem opinii silnikowego eksperta, nawet jeśli wiązałoby się to ze sporymi kosztami. Dużo gorszy niż deklarowany stan silnika byłby mocnym argumentem do negocjacji ceny. Ale oczywiście łatwo powiedzieć, a trudniej taką ekspertyzę zorganizować. Silnik przeszedł remont. Generalnie, po dwóch już prawie sezonach na "Lottcie", z łódki jestem bardzo zadowolony.
Albin Vega "Lotta" Marcin Palacz
s/y Free.Dom Myślenie o własnym jachcie nabrało intensywności po zeszłorocznym sezonie żeglarskim, gdy znowu okazało się, że na czarterowanie jachtów do pływania turystycznego wydajemy z roku na rok coraz więcej pieniędzy. Patrząc w przyszłość po ok. 10 latach suma opłat czarterowych byłaby porównywalna z ceną używanego ale dobrego jachtu (wraz z opłatami związanymi z posiadaniem własnej łódki). W grę wchodziły jachty, którymi można by popływać po Bałtyku, a więc dostępne w szerokiej gamie jednostki "jeziorowe" (z całym szacunkiem!) odpadły w przedbiegach. Myślałem również o budowie (kupno skorup i montowanie samemu) ale to wcale nie wychodziło tak tanio a trwałoby b. długo, a ja chcę pływać już! Należało poszukać tam gdzie jachtów jest dużo - Szwecja, Dania. Poszukanie w internecie stron z ogłoszeniami to nie problem. W krótkim czasie poznałem większość interesujących mnie jachtów (wymiary, parametry, zdjęcia, opinie użytkowników). Szukałem jachtu 8-9 m, wygodnego (mam swój wiek oraz wymagania rodzinne), którym mógłbym popłynąć do Danii, Szwecji, na Bornholm... Takie jachty to np. Albin Vega, Tetis, czy Becker 27. Ceny ich (ok. 30 letnich) kształtują się w zależności od wyposażenia i stanu w przedziale 30-50 tys. PLN. Moje poszukiwania i korespondencja e-mailowa ze sprzedającymi trwała od listopada zeszłego roku. Nie spieszyłem się zbytnio, gdyż wiedziałem, że sprowadzenie jachtu do Polski przed 01.05.2004 jest "obłożone" 22% VAT-em. W marcu miałem "namierzone i umówione" trzy łódki na południu Szwecji. Pojechałem, zobaczyłem, kupiłem... Beckera 27, który wygrał ten "przetarg ofert". Spisaliśmy umowę kupna-sprzedaży z klauzulą, że jacht może zostać w marinie w Szwecji (ubezpieczony) do końca maja 2004, że zwodowany i przygotowany do rejsu do Polski będzie przez sprzedającego po uprzednim ustaleniu daty, że wpłacam zaliczkę a pozostałą część uiszczę po odbiorze przygotowanego do rejsu jachtu. Uwaga ważne! Jeżeli umowa kupna-sprzedaży jest zawarta w Polsce, należy wnieść do US opłatę skarbową (tak samo jak przy kupnie np. samochodu). Jeżeli transakcja jest zawarta za granicą to podlega pod "tamtejsze" przepisy i należy je (hmmm...) omówić ze sprzedającym. Wracałem do Polski jako owner of the yacht pieczętując ten fakt kilkoma kolejkami whisky on the rocks. Zaczęły się przygotowania do sprowadzenia łódki. Po pierwsze załoga, po drugie sprzęt nawigacyjny, po trzecie środki ratunkowe i sygnalizacyjne, po czwarte prowiant, po piąte, po szóste itd. Przygotowywałem taki rejs pierwszy raz więc wiele problemów było dla mnie nowych. Zarejestrowałem jacht w PZŻ, został mu nadany numer (POL 5790) i zatwierdzono nową nazwę (Free.Dom). Dzięki temu mogłem przypłynąć do Polski na polskiej banderze (z tymczasową poprzednią nazwą). Rejs zaplanowałem na 30.04.04 do 04.05.04 - czyli długi weekend plus parę dni urlopu. Łódka stała w Helsingborgu (port Raa) więc należało tam jakoś dojechać z wszystkimi potrzebnymi rzeczami. Analiza różnych możliwości (samochodem przez Danię, prom do Ystad i kolej, prom do Karlskrony i wynajęty samochód itd.) wykazała, że najkorzystniej (finansowo i organizacyjnie) jest pojechać samochodem w 5 osób, promem z Gdyni do Karlskrony i dalej 200 km do Helsingborga. Samochód wraca do Gdyni następnego dnia, a 4 osoby żeglują. 29.04.04 wieczorem, po odebraniu i sprawdzeniu przygotowanego jachtu i przeładowaniu wszystkiego z samochodu nastąpiła akcja ratunkowa. Silny wiatr "wydmuchał" z worka dwie kamizelki ratunkowe, wpadły do wody (pływały!) i zdryfowało je na kamienny falochron. Dzięki uprzejmości przepływających motorówką Szwedów akcja zakończona sukcesem.
Becker 27 "Free.Dom" Wiesław Cybulski
Komentarze
Płatności Więcej na ten sam temat w wątku dyskusyjnym na pl.rec.zeglarstwo. Wymianę złotówek na korony w kantorach i wożenie gotówki należy raczej odrzucić. Stosowanym sposobem płacenia jest 5-10 procentowa zaliczka gotówką i przelew na konto w umówionym terminie. To rozwiązanie jest najbardziej bezpieczne dla wszystkich zainteresowanych aczkolwiek niewygodne bowiem dwukrotnie trzeba odbyć podróż. Polskie banki żądają wygórowanych opłat za przelew do Szwecji i do tego wymagają osobistego zgłoszenia z wypełnionym formularzem. Nie można przelać z konta na konto przez Internet, co byłoby najwygodniejsze. Należy mieć nadzieję że wkrótce to się zmieni i będzie można łatwo dokonać przelewu jak ze szwedzkiego banku do polskiego. Przy minimalnych opłatach. Banki pobierają prowizję 30-40 zł opłaty stałej +0.25% kwoty przelanej nie mniej niż 15 zł (podobnie mam w dwu bankach). W jednym mogę przelewać pieniądze poprzez Internet, w drugim muszę osobiście złożyć zlecenie. Zazwyczaj sprawdzam jaki kurs dany bank oferuje (są różne w różnych bankach). [Hasip] Przelew idzie 2 dni robocze. Mogę także dokonać przelewu telefonicznie z konta karty kredytowej. Przelew idzie 2 dni robocze. Należy także sprawdzić czy jest górny limit przesyłania pieniędzy za granicę bez odrębnej akceptacji (w przypadku rachunków "firmowych" zazwyczaj nie ma, w prywatnych może być ustawiony domyślnie na pewnej kwocie). [Hasip] Z usług kantorów korzystam rzadko. W Lublinie 3 000 SEK kupowałem w trzech kantorach, ale generalnie wolę płacić kartą lub wybierać pieniądze z bankomatu. Kursy przeliczeniowe przy kartach są takie, że koszt waluty porównywalny jest do kantorowego a nie ma problemu z zostającą gotówką. [Hasip] Ostatnio w Szwecji nie ma już problemu z akceptacją polskich kart na stacjach samoobsługowych (kiedyś był). Zasilenie konta gotówką przez system kart może nie być od razu widziane (czasem po kilku godzinach) - sprawdzone doświadczalnie - ale bankomaty zazwyczaj widzą natychmiast. [Hasip] Na razie procedura wysyłania przelewu w Citybanku jest dosyć karkołomna (najpierw trzeba podać dane odbiorcy przez telefon, a potem przez Internet zrobić przelew), ale to też się wkrótce zmieni. Warto też podnieść sobie dzienny limit przelewów, bo defaultowy starczy może na starego Magnifika ale nie na więcej. [Kuba Grzechnik] Co do wcześniejszej dyskusji o rozliczaniu transakcji kartowych w walucie - to jest dosyć skomplikowana sprawa i co bank to inny system. Np PKO BP przelicza na złote bezpośrednio z 12 walut; wiele innych banków stosuje przeliczenie przez euro albo przez dolary zależnie od kraju transakcji (a nie od znaczka na karcie); inne trzymają się tradycyjnego podziału MasterCard (w tym Maestro) -> przeliczenie przez EUR, Visa -> przez USD. Często kursy są też lepsze dla klientów "gold" czy "vip". Obraz zaciemnia też prowizja pobierana za przeliczenie waluty przez system płatniczy (MC lub Visa), jeśli nie robi tego przeliczenia sam bank. Najlepiej więc zadzwonić na Infolinię i zapytać. [Kuba Grzechnik] A jeśli chodzi o przelewy między krajami UE, to ich niski koszt powinien wynikać z zasad tzw. SEPA czyli Single European Payment Area, do którego z automatu należą kraje strefy euro i Szwecja jako jedyny dotąd kraj spoza tej strefy. Polska na razie nie przystąpiła i wg opinii panującej na rynku nie przystąpi raczej aż do wprowadzenia euro, czyli jeszcze ładnych lat parę. [Kuba Grzechnik] Ostrzeżenie Każdego roku kradziony jest sprzęt wodny o wartości setek milionów. Jeżeli kupimy skradzioną łódź nie nabierzemy prawa własności. Musimy ją zwrócić właścicielowi i nie otrzymamy żadnego odszkodowania. Stracimy oszczędności. Trudno zebrać doświadczenie gdy w całym swoim życiu najwyżej kilka razy przeprowadzamy podobne transakcje dlatego warto korzystać z rad bardziej doświadczonych. Należy zakładać iż sprzedający jest uczciwy, co nie przeszkadza traktować go z uprzejmą lecz daleko posuniętą ostrożnością i starannie kontrolować detale. Uczciwy sprzedający ze zrozumieniem przyjmie obawy i będzie starał się pomóc. Nie można mieć całkowitej gwarancji że w przeszłości łódź nie była ukradziona - o czym też może nie wiedzieć jej sprzedawca. Aby zapobiec nieuczciwej transakcji warto stosować poniżej wymienione czynności. Gdyby powstały wątpliwości lepiej zrezygnować z zakupu niż ryzykować.
Stockholm +46 84 01 69 71W przypadku niejasności lub problemów z porozumieniem pisz do mnie. Możesz również telefonować pod numer +46 70 715 20 60 lecz wcześniej uzgodnij przez e-mail. |
|
|
|
|||